Równolegle, francuski CAC wzrósł o 1,13 procent, gdy niemiecki DAX zyskał 0,77 procent, co przełożyło na szósty, wzrostowy tydzień w serii. W przypadku Wall Street rozczarowanie jawi się jako większe, bo dla giełd amerykańskich okres od 24 grudnia do pierwszych dni stycznia jest czasem, w którym zwykle materializuje się rajd Świętego Mikołaja, a więc faza relatywnej siły rynku. Oceniając kondycję giełd trzeba jednak pamiętać o dawce szumu, którą musiał generować układ świąt i dni bez sesji. Niezależnie, na zeszły tydzień przypadły również finałowe sesje 2025 roku, który był kolejnym udanym w serii. W przypadku DJIA zwyżka wyniosła 12,97 procent, gdy Nasdaq Composite zyskał 20,36 procent przy umocnieniu szerokiego S&P500 o 16,39 procent. Równolegle, w Europie niemiecki DAX wzrósł o 23,01 procent, gdy francuski CAC zyskał 10,42 procent. DJIA, S&P500, Nasdaq Composite i DAX przedłużyły wzrostową serię na trzeci rok, więc nawet bez rajdu Świętego Mikołaja inwestorzy mieli powody do radości i świętowania zysków, które cieszyły nie tylko długością wzrostowych serii, ale też ponadstandardowymi zwyżkami na poziomie zmiany procentowej.
Ostatnie elementy powodują, iż w nowy rok inwestorzy muszą wchodzić zarówno z nadziejami na kontynuację zwyżek, jak i pytaniami o złamanie wzrostowej serii. Patrząc na zachowanie S&P500 w ostatnich latach do zagrania są naprawdę dwa scenariusze. Pierwszym jest kolejny doskonały rok w wykonaniu szerokiej średniej lub cofnięcie, które na poziomie zmiany procentowej będzie mniej lub bardziej dynamiczne. Jakby to paradoksalnie nie brzmiało, najmniej prawdopodobny jest rok jakieś skromnej zwyżki o niespełna 10 procent, bo tak senny rok trafił się indeksowi ostatni raz w 2016 roku. Ciekawostką jest fakt, iż właśnie zwyżka o niespełna 10 procent dominuje w prognozach analityków amerykańskich banków, którzy widzą indeks S&P500 w grudniu 2026 roku na poziomie 7700 pkt. Senny rok oznaczałby też, iż rynek musiałby podtrzymać stosunkowo skromną zmienności i nie zanotować ani głębokiej korekty, ani dynamicznego odbicia, co miało miejsce w 2025 roku, gdy rynki zderzyły się z ogłoszeniem nowych stawek celnych przez prezydenta USA. Inaczej mówiąc, w 2026 roku warto oczekiwać powrotu zmienności, która będzie grana w kontekście pytań o zdolność przedłużenia zwyżek na kolejne 12 miesięcy. Dlatego, od giełd warto oczekiwać mniej jednokierunkowego handlu, a od indeksów ruchów, które będą prowokowały inwestorów do realizacji zysków i napędzały pytania o korektę, a nawet zakończenie obecnego rynku byka jakąś stosunkowo płytką bessą.
Szukając szans i ryzyk, na jakich mogą budować swoje pozycje podaż i popyt bez wątpienia trzeba przywołać temat polityki Fed. Z jednej strony, oczekiwany wzrost gospodarczy w USA jest jednym z największych gwarantów kontynuacji hossy, ale zeszłoroczne zwyżki – zwłaszcza w drugiej połowie roku – miały w sobie element pozycjonowania się pod obniżki ceny kredytu przez Fed. Problem w tym, iż wzrost gospodarczy niesie nie tylko szanse, ale i zagrożenia ożywienia inflacyjnego i polityki Fed, która może być bardziej restrykcyjna od oczekiwań. Na polu ryzyka politycznego do odnotowania są tematy znane i takie, których nawet nie widać na horyzoncie. W zbiorze pierwszych trzeba ulokować banalny fakt, którym są wybory uzupełniające do amerykańskiego parlamentu. Ostatniej rzeczy, którą potrzebują rozgrzane rynki jest ryzyko powrotu regulacji, których luzowanie tak cieszyło w 2025 roku. Zmiana układu sił w Kongresie może też postawić pod znakiem zapytania agendę prezydenta na dwa finałowe lata kadencji Donalda Trumpa w Białym Domu. Sumując, w 2026 rok Wall Street – a wraz z nią inne rynki rozwinięte – wchodzi rozpędzona zwyżkami i wycenami scenariusza, w którym wszystko pójdzie dobrze, gdy historia podpowiada, iż za rogiem czai się już niespodzianka i negatywne zaskoczenie uruchamiające korektę lub nawet zakończenie obecnego rynku byka trwającego od jesieni 2022 roku.
Adam Stańczak
Analityk DM BOŚ