Ranking audytorów

Firmy audytorskie zwiększają przychody, ale tempo wyhamowało

W zeszłym roku firmy działające w Polsce w sektorze audytu świadczyły usługi za prawie 4,3 mld zł. Najwyższymi przychodami może pochwalić się PwC.
Foto: Adobestock

Średnioroczne tempo wzrostu przychodów firm audytorskich w ostatnich pięciu latach wynosi 10 proc. Kilkunastoprocentową dynamikę rynek zanotował w 2018 r. i 2019 r., natomiast w danych za 2020 r. widać już jej spadek. Firmy działające na rynku audytu osiągnęły w zeszłym roku przychody z usług na poziomie 4,25 mld zł, co oznacza 7,6-proc. wzrost wobec roku wcześniejszego. Dynamika jest o niemal połowę niższa niż w zeszłorocznej edycji rankingu.

Stabilna wielka czwórka

Około 84 proc. rynku pozostaje w rękach wielkiej czwórki. To o 1 pkt proc. mniej niż rok wcześniej. Analiza danych za ostatnie lata pozwala stwierdzić, że udział czterech największych firm od 2017 r. utrzymuje się na stosunkowo stabilnym poziomie, oscylującym wokół 84–85 proc. Jednocześnie utrzymuje się zjawisko, które widać już od pewnego czasu – za gros przychodów największych firm odpowiadają inne usługi, nie stricte audytorskie.

Ranking audytorów spółek giełdowych. Pobierz i przeczytaj dodatek specjalny.

Jeśli pod uwagę wzięlibyśmy tylko przychody z audytu, to łączne przychody całej branży w zeszłym roku przekroczyły nieznacznie miliard złotych. To oznacza 12-proc. dynamikę względem wcześniejszego roku. Na samą wielką czwórkę przypada prawie 750 mln zł, czyli 74 proc. rynku. To udział o 3 pkt proc. niższy niż rok wcześniej. Jeszcze niższy jest udział największych firm w rynku, jeśli pod uwagę weźmiemy tylko przychody z tytułu wykonania czynności rewizji finansowej, stanowiące podstawę naliczenia opłaty z tytułu nadzoru. Wyniosły one w sumie w zeszłym roku 699 mln zł, wobec 642 mln zł w 2019 r. Na wielką czwórkę w 2020 r. przypadło 448 mln zł. To daje jej 64-proc. udział w tym segmencie wobec 441 mln zł przychodów rok wcześniej, implikujących wtedy udział 69 proc.

Firmy pod lupą

Liderem pod względem wartości wypracowanych łącznych przychodów pozostaje PwC, które kontroluje 26 proc. całego rynku wobec 24 proc. w zeszłorocznej edycji rankingu. PwC było wtedy jedyną firmą audytorską, której udało się przekroczyć na polskim rynku poziom miliarda złotych rocznych przychodów. W tym roku sytuacja się nie zmieniła. Ale blisko przebicia tej granicy jest już EY, które w 2020 r. zaksięgowało ponad 962 mln zł przychodów. Na kolejnych miejscach znalazły się Deloitte Audyt (prawie 821 mln zł) i KPMG (niemal 666 mln zł).

Foto: GG Parkiet

Natomiast jeśli pod uwagę weźmiemy tylko przychody z audytu, to dwie ostatnie firmy zamieniają się miejscami: trzecie jest KPMG z wartością prawie 191 mln zł, a czwarty Deloitte ze 144 mln zł. Dwie pierwsze pozycje zostają natomiast bez zmian: prym wiedzie PwC z niemal 220 mln zł przychodów z audytu, a za nim EY ze 195 mln zł.

Dobrze pod względem ogólnych przychodów wypadają też firmy średniej wielkości, takie jak Grant Thornton, BDO, Mazars, Baker Tilly TPA, Grupa HLB, RSM Poland KZWS czy PKF Consult. Odnotowały one w 2020 r. przychody w przedziale od niemal 35 mln zł (PKF) do prawie 112 mln zł (Grant Thornton).

Średnia dynamika zmiany przychodów wszystkich analizowanych firm sięga 13 proc. Ponad 81 proc. podmiotów zwiększyło obroty. Największą poprawą mogą się pochwalić te podmioty, w przypadku których wcześniejsza baza była stosunkowo niewielka. Ale bardzo dobrze wypadają też średni audytorzy, którym udało się zanotować dwucyfrowe tempo. To m.in. Grant Thornton, Grupa HLB, 4Audyt, Mazars, Pro Audit, Pol-Tax, AdAc, Moore Rewit czy PKF Consult. – Mamy za sobą znakomity rok, z niesamowitym wzrostem przychodów, więc nie mogę powiedzieć, że pandemia była dla nas istotną przeszkodą – mówi Jan Letkiewicz, partner zarządzający departamentem audytu w Grant Thornton.

W grupie największych audytorów pozytywnie pod względem dynamiki wyróżnia się EY, który łączne przychody zwiększył o 10,6. Lider zestawienia, PwC, urósł w niemal takim samym tempie jak cały rynek, o ponad 7 proc. Wzrost przychodów odnotowało Deloitte (3 proc.), a KPMG zanotowało symboliczny spadek.

Opinia

Paweł Zaczyński, dyrektor rozwoju audytu w Grant Thornton

Audytorzy zdecydują o przyszłości raportowania niefinansowego

Nadchodzące wymogi raportowania zrównoważonego rozwoju będą wyzwaniem dla kolejnej grupy emitentów notowanych na giełdzie. Wiele będzie zależeć od roli audytorów.

Mijają trzy lata, odkąd raportowanie niefinansowe ESG (ang. Environmental, Social Responsibility, Governance) zagościło na warszawskim parkiecie. Od 2018 roku obowiązek sprawozdawczości w tym zakresie obejmuje największe podmioty notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Nadchodzą jednak kolejne zmiany.

Zgodnie z rozporządzeniem UE od marca 2021 r. do ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem zobligowane są podmioty z sektora usług finansowych, a wkrótce należy się też spodziewać nowelizacji dyrektywy unijnej dotyczącej zrównoważonego rozwoju.

Oznacza to w praktyce, że najpóźniej od stycznia 2022 roku część spółek powinna mieć już gotowy system zbierania danych i informacji w nowej, rozszerzonej formule.

Czym – zgodnie z rozporządzeniem – jest „ryzyko dla zrównoważonego rozwoju"? Jest to zdarzenie lub warunki środowiskowe, społeczne lub związane z zarządzaniem, które – jeżeli wystąpiłyby – mogłyby mieć istotny negatywny wpływ na wartość inwestycji. Warto odnotować, że rozporządzenie to nakłada na instytucje finansowe szereg dodatkowych obowiązków dotyczących wymogów publikacyjnych, w tym wprowadza mierzalne wskaźniki.

Pojawia się pytanie, czy powyższe zmiany sprawią, że raportowanie zrównoważonego rozwoju faktycznie odmieni obraz rynku kapitałowego w Polsce i inwestorzy dostaną rzetelne, pełne dane o sytuacji niefinansowej spółek, zgodnie z duchem ESG na świecie.

Znaczący, jeśli wręcz nie fundamentalny, wpływ na jakość raportowania zrównoważonego rozwoju będzie miała rola biegłych rewidentów i sposób oceniania przez nich sprawozdań. Tego jednak jeszcze – w aktualnym stanie prawnym – dokładnie nie wiemy.

Jaki będzie zakres pracy firm audytorskich? I kolejne ważne pytanie: jaki będzie zakres weryfikacji – czy audytor będzie potwierdzał tylko kompletność takiego raportowania, czy też będzie weryfikował prawdziwość danych w nim zawartych? A jeśli będzie weryfikował dane, to w jakim zakresie: czy tylko dane historycznie, czy także dane dotyczące prognoz? Jaki będzie ostatecznie oczekiwany przez nadzór i inwestorów poziom zapewnienia jakości tych sprawozdań?

W praktyce właśnie te decyzje, dotyczące wymogów raportowania zrównoważonego rozwoju, w dużej mierze określą, jakie dokładnie obowiązki zostaną narzucone spółkom oraz jak duży wysiłek będzie się z tym wiązał.

Opinia

Piotr Michalczyk, partner w dziale audytu PwC, odpowiedzialny za rynki i klientów

Nowe technologie są w audycie wykorzystywane coraz częściej

W głośnej publicznej dyskusji o konieczności przyspieszenia cyfryzacji audyt niesłusznie pozostaje nieco na uboczu, ponieważ także w tym obszarze w ostatnich latach zaszły już gigantyczne zmiany. Nowy zakres prac audytora nakierowany jest na maksymalne wsparcie biznesu – zaczynając od tradycyjnego badania sprawozdań, poprzez głęboką analizę dużych zbiorów danych w czasie rzeczywistym, po ocenę ryzyka teraz i w przyszłości oraz przewidywanie trendów. Jest to możliwe dzięki technologiom, ale także dzięki kompleksowemu doświadczeniu audytorów pracujących w różnych branżach, umiejętnie łączących wielosektorową wiedzę.

Na jakim etapie budowania audytu przyszłości jesteśmy? Nowe technologie są coraz częściej wykorzystywane, usprawniając i przyspieszając wiele procesów, nadal jednak, ze względu na uwarunkowania prawno-regulacyjne, jesteśmy w sytuacji, kiedy badamy tylko część danych finansowych spółek, bazując dodatkowo na danych historycznych, których wartość dewaluuje się wraz z upływem czasu. Dobitnie uświadomił to wybuch pandemii, kiedy spółki, których sprawozdania sporządzone na 31 grudnia 2019 r. podlegały badaniu audytora np. w marcu–kwietniu 2020 r., mogły się znajdować w momencie badania już w zupełnie innej sytuacji, a prognozy robione np. w styczniu tego roku po trzech miesiącach były już zupełnie nieadekwatne do rzeczywistości. Od lat na rynku mówi się o tzw. expectation gap, czyli różnicy między oczekiwaniami interesariuszy wobec audytorów a tym, co rzeczywiście obejmuje audyt i co audytorzy są zobligowani wykonać zgodnie ze standardami badania. Narzędzia, którymi dysponują w dużej mierze już dzisiaj, pozwalają na ich bezproblemowe pozyskanie, standaryzację oraz automatyczną i dogłębną analizę, której wnioski są prezentowane na zrozumiałych oraz interaktywnych dashboardach, umożliwiających natychmiastowe zejście do szczegółów. Co więcej, możliwe jest łączenie ze sobą dowolnych baz danych i informacji, by po odpowiednim przekształceniu dotrzeć do informacji, które nas interesują, oraz móc wyciągać wnioski, obserwować trendy i identyfikować wszelkie anomalie. Audyt nie byłby już tylko samym badaniem sprawozdania, ale realną i wartościową prognozą, pokazującą możliwe scenariusze rozwoju spółki, a także identyfikującą możliwe czynniki ryzyka. Dla organów podejmujących decyzje w firmach może być istotne w finalnych ocenach spojrzenie na technologię, na jej wykorzystanie, a nie wyłącznie na ocenę dotyczącą zasobów i liczebności zespołów. Bez zrozumienia po tej stronie sam proces transformacji w spółkach – zwłaszcza publicznych, które powinny wyznaczać standardy na rynku – po prostu będzie przebiegał relatywnie wolno. fot. mpr

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.