REKLAMA
REKLAMA

Kryptowaluty

Ireneusz Pukin, Coinquista. Giełda kryptowalut w Polsce. Projekt skazany na porażkę?

Ireneusz Pukin, współzałożyciel giełdy Coinquista, był gościem Piotra Zająca w czwartkowym Parkiet TV. Tematem rozmowy był rozwój projektu i zbiórka pieniędzy na platformie do equity crowdfundingu.

Ireneusz Pukin, współzałożyciel giełdy Coinquista

Foto: parkiet.com

W ostatnim czasie polskie giełdy kryptowalut albo kończą działalność, jak Abucoins i Coinroom, albo przenoszą się zagranicę, jak BitBay. Ty postanowiłeś teraz rozkręcać ten biznes od podstaw. Lubisz ryzyko?

Wydaje mi się, że każda osoba, która prowadzi biznes, posiada jakiś poziom skłonności do ryzyka. Mój chyba nie jest specjalnie duży. Wręcz przeciwnie – lubię ryzyko ograniczać, dlatego jak udało mi się ustalić, że mogę tego typu biznes prowadzić w Polsce legalnie, to postanowiłem go tutaj prowadzić.

To was faktycznie wyróżnia na tle polskiej branży. Udało wam się dostać do rejestru małych firm płatniczych, a więc nie taki KNF straszny, jak go malują?

Gdy postanowiłem uruchomić giełdę i jednocześnie widziałem, że tego typu podmioty są wpisywane na listę ostrzeżeń KNF, to udałem się do nadzorcy i zapytałem, czy taka firma, jak nasza ma w ogóle w Polsce prawo bytu. Okazało się, że tak. Dostałem się do programu Innovation Hub, w ramach którego można wiele spraw konsultować z nadzorcą, ustalając co jest zgodne z wymogami. Licencja Małej Instytucji Płatniczej jest wstępem. Docelowo chcemy mieć licencję Krajowej Instytucji Płatniczej, bo dopiero takie uprawnienie pozwoli nam rozwinąć pełne spektrum możliwości.

I to jest realny cel?

Otrzymaliśmy wytyczne i w tej chwili szykujemy się do złożenia wniosku. Mam jednak świadomość, że nie możemy stawiać wszystkiego na jedną kartę. Proces akceptacji może się wydłużać, KNF może wniosek odrzucić i to wszystko będzie nam utrudniać prowadzenie działalności w pełnym zakresie. Chciałbym bowiem, żeby Conquista była czymś więcej niż giełda. Dlatego będę równolegle składał też wniosek o licencję E-money na Litwie.

W jednym z wywiadów z tobą czytałem, że pomysł założenia Coinqusty wziął się u ciebie stąd, że sam inwestowałeś w kryptowaluty. Powiedz, z jakim skutkiem?

Niestety nie mogę się pochwalić zbyt dobrymi wynikami. Zacząłem się interesować bitcoinem dość wcześnie, bo w latach 2010-2011. Jak pierwszy raz w niego zainwestowałem kilka lat temu, to kosztował między 300-600 USD. Wówczas uważano, że cena równowagi to dla niego 1000 USD. I ja przytrzymałem swoje kryptowaluty właśnie do tego poziomu. Jak się później okazało, nie był to szczyt tej hossy...

A więc nie udało ci się zarobić na tyle dużo, by rozkręcić Coinqustę?

Udało mi się zarobić, ale nie na tyle, by ten projekt stworzyć. Potrzebowałem wspólników i osób, które podzielają mój entuzjazm. Uważam, że użytkownicy kryptowalut wciąż nie otrzymują bezpiecznych i kompleksowych rozwiązań, a z upływem czasu będą ich wymagać. Mam tu również na myśli regulacje i kwestie bezpieczeństwa. Chcemy tym wyzwaniom sprostać.

Wspominałeś ostatnio w mediach, że progiem rentowności jest dla was 1 mln USD dziennego obrotu. Czy to jest poziom do osiągnięcia? Na razie działacie w wersji demo. Nie można założyć u was realnego konta, tylko testowe. Czy testerów jest na tyle dużo, że można oczekiwać wysokich obrotów?

To akurat nie jest miarodajne, bo wiele osób zakłada to konto demo, tylko po to, by skorzystać z promocji i otrzymać darmowe tokeny. Niemniej jednak, osoby które korzystają z tego środowiska testowego dają nam mnóstwo cennych informacji na temat tego, jak korzysta się z naszej platformy, gdzie są błędy i co można poprawić. To jest istotne, bo chcemy naszym potencjalnym inwestorom i partnerom biznesowym pokazać kompletny produkt. W tym momencie przechodzimy audyt i pen testy, i liczę na to, że z końcem kwietnia/początkiem maja będzie już można u nas handlować.

Giełdy kryptowalut, zwłaszcza mniejsze, często padają ofiarami hakerów. Powiedz, jak wy się przed tym zabezpieczacie? Kto przechowuje klucze prywatne inwestorów? Czy macie zewnętrznego depozytariusza?

Korzystamy z usług jednej z największych firm na świecie, która tego typu usługi dostarcza. Środki, które są na bieżąco obracane są na hot walletach, a te które są trzymane na dłuższy termin są na cold walletach. Środki zabezpieczamy też przez wykorzystanie rozwiązań typu multisig, co sprawia, że nie tylko my decydujemy o tym, co dzieje się ze zdeponowanymi u nas środkami.

A nie myślisz, by na wzór tradycyjnego systemu bankowego, wprowadzić coś w rodzaju funduszy gwarancyjnego? To z pewnością zwiększyłoby zaufanie klientów...

Planujemy wprowadzenie takiego funduszu, który byłby zabezpieczeniem dla hot walletów. W nich jest przetrzymywane do 8 proc. środków, którymi obraca giełda, więc nie są to astronomiczne kwoty. Najpierw jednak musimy zacząć działać i osiągać zyski.

O to chyba łatwo nie będzie, bo regulator nakłada na małe instytucje płatnicze dość spore ograniczenia.

Zgadza się. Największym jest to, że klient nie może na koncie posiadać więcej niż 2000 euro. To zdecydowanie za mało, jak na ten rynek. Poza tym nie możemy świadczyć usług dla klientów zagranicznych, co trochę przeczy idei kryptowalut, które są globalne. Dlatego staramy się o licencję KIP oraz uprawnienia na Litwie.

Ostatni wątek, który chciałbym poruszyć to crowdfunding udziałowy. Trwa emisja waszych akcji na Beesfundzie. Nie idzie wam jednak najlepiej. Mimo upływu kilku tygodni macie 200 inwestorów i zaledwie 4,5 proc. docelowej kwoty. Jak się z tym czujesz? Masz jakiś plan B, na wypadek gdyby niewiele się tutaj zmieniło?

Jesteśmy przygotowani na to, by kontynuować projekt, nawet jeśli akcja crowdfundingowa się nie powiedzie. Przyznam, że zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie, licząc na to, że uda nam się zbudować wokół projektu społeczność zaangażowanych inwestorów. Poza tym, środki z tej zbiórki umożliwiłyby nam szybszy rozwój. Chcemy bowiem zrobić aplikację mobilną, uruchomić social trading i stworzyć kartę płatniczą. Te wszystkie funkcjonalności pojawiłyby się znacznie szybciej, niż w sytuacji, gdybyśmy rozwijali się tylko organicznie.

Skąd twoim zdaniem takie niskie zainteresowanie tą emisją?

Największy problem pojawił się wtedy, gdy dowiedzieliśmy się, że Google i Facebook nie chcą udostępniać naszych reklam. Przed startem zbiórki byliśmy gotowi z całą kampanią, tymczasem okazało się, że nie możemy skorzystać z głównych kanałów w sieci. Musimy więc te relacje i kontakty budować inaczej, w bardziej tradycyjny sposób. A to wymaga czasu.

Nie uważasz, że lepszy wyjęciem w tej sytuacji było przeprowadzenie STO (ang. Security Token Offering)? To pozwoliłoby wam pozyskać finansowanie zarówno w Polsce, jak i zagranicą...

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak wymówka, ale mam wrażenie, że w ogóle jest teraz kiepski czas na pozyskiwanie finansowania. Zainteresowanie nowymi inwestycjami jest niskie. Myślę, że potencjalni inwestorzy są też trochę wystraszeni po doświadczeniach z GetBackiem. Poza tym nie oszukujmy się – nie jesteśmy w fazie hossy, gdy ten kapitał jest po prostu bardzo łatwo dostępny.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA