Inwestorzy, którzy dokładali krypto do swojego portfela pod przykrywką „dywersyfikacji”, a tak naprawdę licząc, że zarobią na nim więcej niż na tradycyjnych aktywach, srogo się rozczarowali.
Zacznijmy od wyników popularnych inwestycji w 2025 roku. Akcje polskie zyskały 47 proc., a amerykańskie i europejskie odpowiednio 16 proc. i 15 proc. Akcje rynków wschodzących odżyły, także dzięki taniejącemu dolarowi – ich indeks zyskał 34 proc. Złoto podrożało o 65 proc. i znów stało się popularnym tematem rozmów. Jego spektakularny wynik był zbliżony do stopy zwrotu WIG z perspektywy inwestorów zagranicznych, bo indeks warszawskiej giełdy wyceniany w dolarze zyskał prawie 70 proc. Jeszcze bardziej błyszczało srebro, ze 141-procentowym wzrostem. Obligacje też miały dobry rok, jak na swój konserwatywny potencjał. Przykładowo, bliski sercom lokalnych inwestorów indeks polskich obligacji skarbowych (TBSP) zyskał 9,5 proc.
Na tym tle spadek dwóch najpopularniejszych kryptowalut, bitcoina i ethera, o odpowiednio 6 proc. i 11 proc. zaskakuje i podważa pewne tezy zwolenników cyfrowych aktywów. Bitcoin ma być alternatywą dla dolara, zabezpieczającą przed spadkiem wartości „zielonego”. W ubiegłym roku dolar osłabił się do koszyka walut o 9 proc., a najpopularniejsza kryptowaluta straciła jeszcze więcej. BTC ma być silnie skorelowany z rynkiem akcji i zyskiwać na dobrych nastrojach inwestorów. W ubiegłym roku tak nie było, bo hossa na amerykańskiej giełdzie jest powiązana ze świetnymi wynikami spółek. Te wyniki na wycenę kryptowalut mają marginalne przełożenie. Korelacja jest, ale potrafi zmieniać znak na ujemny. Dalej, bitcoin ma być „cyfrowym złotem”. Jednak co jeśli banki centralne na świecie kupują fizyczny kruszec, żeby dywersyfikować rezerwy walutowe od dolara, a kryptowalut nie biorą? Mamy wtedy rozjazd pomiędzy popytem na złoto tradycyjne i cyfrowe, który powoduje różnicę w zmianie ceny na przestrzeni 12 miesięcy o ponad 70 proc.
Z racji tego, że bitcoin i inne krypto nie mają fundamentów rozumianych jako źródło dochodu, ich wycena zależy głównie od liczby chętnych do zakupu i sprzedaży w danym momencie. Od wygranych wyborów przez Donalda Trumpa w listopadzie 2024 roku obserwowaliśmy silną hossę na kryptoaktywach, związanych z oczekiwaniami na przychylne podejście do nich przez nową administrację. W ostatnich miesiącach ten entuzjazm przygasł. Listopadowe zawirowania na rynkach przełożyły się na rekordowe odpływy z ETFów na bitcoina i ethera. W efekcie ceny obu spadły o kilkadziesiąt procent i na giełdowy rajd Świętego Mikołaja już się nie załapały. Inwestorzy też przyzwyczaili się do pewnej cykliczności krypto – trzech lat wzrostów, po których następuje jeden rok spadków. Historyczny szczyt bitcoina po blisko 3 latach hossy miał miejsce 8 października, co sugeruje, że słabszy okres może jeszcze trwać.