REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Łukasz Wardyn, CMC Markets: Korekta tak, ale bez powtórki z marca

#PROSTOzPARKIETU. ŁUKASZ WARDYN dyrektor na Europę Wschodnią, CMC Markets

Przemysław Tychmanowicz rozmawiał w Parkiet TV z Łukaszem Wardynem, dyrektorem na Europę Środkową w CMC Markets.

Foto: parkiet.com

Początek tygodnia znowu przyniósł spadki, ale optymizm szybko wrócił na rynek. We wtorek w ciągu dnia znowu mieliśmy do czynienia z mocnymi zwyżkami. Czyżby więc na razie nie zapowiadało się na jakąś korektę?

Rynkom bez wątpienia należy się korekta. Inwestorzy, spekulanci działają natomiast na bardzo szybkim rynku. Wszyscy także są pełni obaw o to, co będzie, znają statystyki związane z koronawirusem. Wiedzą także, jakie są trudności w wielu krajach. Inwestorzy boją się również o przyszłość. Widać bowiem, że w poszczególnych krajach pewne obostrzenia wracają. Są też obawy o to, jak zmieni się świat po koronawirusie, które branże przetrwają, które się wzmocnią, a które ucierpią i być może nawet znikną. Inwestorzy widzą więc te wszystkie informacje i zagrożenia. Powodów do tego, aby być nerwowym, jest więc mnóstwo. Do tego inwestorzy na rynku akcji są świadomi irracjonalności wycen. Z drugiej strony nie bardzo są alternatywy. Gdzie bowiem można szukać atrakcyjnych aktywów? Akcje, pomimo wszystkich tych ryzyk, są atrakcyjne, a przecież inwestorzy też mają mnóstwo gotówki. Do tego dochodzi fakt, że mamy hossę, o czym świadczy zachowanie indeksu Nasdaq.

Jeśli jednak dojdzie do korekty, to będzie ona szybka i głęboka czy raczej będzie to delikatne cofnięcie?

Myślę, że płytkich korekt nikt się nie boi, i nie zawracałbym sobie nawet tym głowy. Szybkie, głębsze, kilkusesyjne cofnięcia o dużych zasięgach są jak najbardziej realne. Ognisk zapalnych do tego jest mnóstwo. Jeśli mógłbym coś radzić inwestorom, to zachęcam do tego, aby na koniec dnia, zostając z otwartymi pozycjami, sprawdzali, jak głębokie mogą być spadki, patrząc chociażby na analizę techniczną, gdyby pojawił się nagle element zaskoczenia i coś poszło nie tak, jak to sobie zakładali.

Zakładając, że będziemy mieli drugą falę pandemii, myśli pan, że na rynkach możemy mieć powtórkę z marca?

Wtedy pewnie trzeba byłoby mówić o średnio- i długoterminowej korekcie, jednak myślę, że i ona swoim zasięgiem nie przypominałaby tego, co działo się na rynku w marcu. Inwestorzy dzisiaj wiedzą, na czym stoją. Obaw i ryzyk jest mnóstwo, ale nie jest to już nic nowego. Jeśli więc doszłoby do głębszej korekty, to i tak popyt w pewnym momencie zacznie przeważać i nie spodziewam się, żebyśmy z powodu wznowienia koronawirusa mieli do czynienia z aż tak głębokim cofnięciem jak w marcu.

Z drugiej strony zmieniło się jednak otoczenie. Przy pierwszym uderzeniu koronawirusa mieliśmy reakcje banków centralnych i rządów. Czy jednak w chwili obecnej nie jest tak, że wystrzelały się one z amunicji? Stopy procentowe niemal na całym świecie są bliskie zera, a i kolejne programy pomocy może być ciężko udźwignąć poszczególnym państwom.

Według mnie wystrzelały się one z amunicji. Najdobitniej widać to na przykładzie Europejskiego Banku Centralnego, ale także widoczne jest to w Polsce. Tych pieniędzy już nie będzie w przypadku wznowienia pandemii. Uważam więc, że cały czas należy obserwować sytuację dotyczącą liczby zachorowań oraz zgonów. Mimo wszystko najgorsze jest już raczej za nami. Inwestorzy mogą sobie wyobrazić, jak może wyglądać ponowne zamknięcie gospodarki i jak może ono być dotkliwe. W marcu ciężko to było sobie wyobrazić i przewidzieć skutki takich działań. Nie ma więc już czynnika zaskoczenia. Oczywiście gdybyśmy mieli powtórkę, to może to doprowadzić do finalnej fali bankructw spółek, ale inwestorzy są już na to przygotowani. Zawsze czynnik zaskoczenia i niepewności przekłada się na większą wyprzedaż i panikę na rynku niż bessa, kiedy wiadomo, co jest jej przyczyną. Dodatkowo inwestorzy wiedzą, że wcześniej czy później, dzięki szczepionce na koronawirusa, ta sytuacja musi się unormować.

W jednej z naszych rozmów wspomniał pan, że obecna sytuacja może doprowadzić do kryzysu zadłużenia w długim terminie. Jak realne jest to ryzyko?

Według mnie jest to bardzo realny scenariusz. Nie wiemy jednak, gdzie będzie ognisko tego kryzysu. Może być ono w miejscu, którego w ogóle teraz nie bierzemy pod uwagę. Świetnym przykładem z poprzedniego dużego kryzysu finansowego jest Islandia, czyli mały kraj, który okazał się jednym z istotnych ognisk kryzysu. Nie wiadomo także, kiedy ten kryzys wybuchnie. Możemy mówić o kwartałach albo nawet i o latach. Rodzi się więc pytanie, czy taka świadomość inwestorom i spekulantom faktycznie jest potrzebna. Co bowiem można zrobić z taką świadomością, a nawet przekonaniem, że to musi odbić się czkawką. Owszem, można mieć wiedzę o tym i za jakiś czas stwierdzić: „a nie mówiłem", tylko co to nam daje. Jak wspomniałem, nie znamy momentu wybuchu kryzysu, a w związku z tym nie wiadomo, kiedy zacząć otwierać krótkie pozycje. Przestrzelenie w typowaniu tego momentu nawet o kilka miesięcy może być dotkliwe w skutkach dla portfeli. Przy tak dużej skali zadłużenia, a także przy polityce obniżania stóp procentowych czy też patologii, które mogą dotyczyć poszczególnych branż czy spółek, argumentów za kryzysem jest mnóstwo. Moim zdaniem byłoby bardzo dużym szczęściem, gdyby udało się uniknąć tego rodzaju kryzysu.

Czy ten ewentualny kryzys zadłużenia może zrobić większe spustoszenie na rynku niż koronawirus?

Uważam, że tak. Kiedy w marcu pierwsi analitycy zaczęli analizować poszczególne kryzysy i sposoby wychodzenia z nich, widać było, że rynki bardzo dobrze sobie radziły z bardzo głębokimi i szybkimi spadkami. Nawet jeśli gospodarki nie wychodziły z kryzysów w kształcie litery V, to już rynki obierały taki kierunek. Kiedy jednak mamy strukturalną, długoterminową bessę, to z tego nie wychodzi się w kształcie litery V, tylko bardziej w kształcie litery L lub U i jest to bardzo dotkliwe dla inwestorów.

Można więc powiedzieć, że należy się cieszyć i korzystać z chwili, która właśnie teraz trwa.

Zdecydowanie tak. Inwestorzy powinni czerpać z obecnej sytuacji jak najwięcej.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA