Inwestycje

Wakacyjne dylematy inwestorów

Nic nie robić? Sprzedać wszystkie akcje? A może ustawiać zlecenia obronne? Czas urlopu stawia przed inwestorami nie lada wyzwania. Kluczowy jest horyzont inwestycyjny.
Foto: Adobestock

Lada moment rozpocznie się sezon wakacyjny. W tym roku zapewne będzie miał wyjątkowy charakter. Po ograniczeniach pandemicznych wszyscy stęskniliśmy się za wyjazdami i odpoczynkiem poza domem. Wybór odpowiedniego miejsca, terminu, sprawdzanie pogody... to tradycyjne dylematy urlopowiczów. W przypadku inwestorów giełdowych lista znaków zapytania jest jednak dłuższa. O ile bowiem my możemy sobie zaplanować wolne, o tyle przecież rynek nigdy nie śpi. Czy tego chcemy, czy nie, sesje giełdowe odbywają się normalnym trybem, akcje tanieją i drożeją. Jak to pogodzić z urlopową beztroską?

Długoterminowi mają lżej

Przynajmniej w teorii sprawa wydaje się prosta. Wystarczy przecież nie sprawdzać notowań giełdowych. Teoria to jedno, życie swoje. Każdy, kto handluje aktywnie na giełdzie, wie bowiem, że pokusa, by śledzić wydarzenia rynkowe, jest ogromna, nawet jeśli jesteśmy na urlopie. Narażamy się jednak na sytuację, gdy naszym porannym zmartwieniem wakacyjnym nie będzie tylko to, by zająć najlepsze miejsca przy basenie czy też wybór trasy wycieczki. Zresztą w ciągu dnia też może być różnie. Kiedy nasze akcje zyskują na wartości, to nawet średniej jakości piwo smakuje wybornie. Gorzej, jak sprawy rynkowe idą nie po naszej myśli. Wtedy wszystko jest na „nie". Jedzenie nie takie, hotel mógłby być lepszy, a piwo, które normalnie jest całkiem niezłe, staje się największym sikaczem.

Z drugiej strony przed wyjazdem można też zamknąć pozycje i jechać na urlop z „czystą" głową. Ale zaraz, zaraz... jak to? Przecież mam w portfelu same perełki, których notowania lada moment odlecą w kosmos. Taka okazja ma przejść mi koło nosa tylko dlatego, że mam urlop? A może przed wyjazdem ustawić zlecenia stop loss? Też niedobrze. Przypadkowo może bowiem zamknąć nam pozycję, której wcale nie chcieliśmy zamykać. Co więc zrobić?

Foto: GG Parkiet

– Nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi – nie pozostawia złudzeń Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny w BM PKO BP. Eksperci zgodnie podkreślają, że przyjęta strategia zależy od nas samych, tego, jakimi inwestorami jesteśmy, czy też od aktywów, jakie posiadamy w portfelu.

Najłatwiej mają ci, którzy nastawiają się na długoterminowe inwestycje. Oni często nawet w normalnym trybie pracy stronią od codziennego zaglądania do notowań giełdowych. Tym samym urlop nie powinien być dla nich większym wyzwaniem.

– Jeśli ktoś buduje długoterminowy portfel, to nawet dwu- czy trzy tygodniowy wyjazd nie powinien nastręczać większego niepokoju. Bardzo rzadko w tak krótkim czasie dzieje się bowiem aż tak znacząca zmiana na rynku, żeby wymagała, przy długoterminowym podejściu, natychmiastowych działań. Wobec tego można albo zupełnie nic nie robić, albo ewentualnie zabezpieczyć portfel: czy to poprzez złożenie zabezpieczających zleceń stop loss z odpowiednio ustawionym poziomem aktywacji (ważne, by nie był zbyt szybki, aby nie zostać wyrzuconym z pozycji przez niewielki, krótkoterminowy ruch), czy też poprzez kontrakty terminowe lub opcje na indeks. To wymaga nieco większej znajomości tych instrumentów, ale pozwoli ze spokojem korzystać z urlopu – mówi Łobodziński.

Foto: GG Parkiet

Długoterminowe inwestowanie to też nieco inne podejście do składników portfela.

– Osoby inwestujące długoterminowo powinny wybierać do portfela takie spółki, które mają perspektywy wieloletniego wzrostu albo wypłaty dywidendy. Tak wiec brak śledzenia rynkowych cen przez tydzień czy dwa nie powinno wpływać na ich zachowanie i sprzedaż lub kupno spółek – mówi Michał Krajczewski, kierownik zespołu doradztwa inwestycyjnego w BM BNP Paribas Bank Polska.

– Jeśli inwestujemy pasywnie, np. w ETF-y obejmujące rynki światowe z horyzontem emerytalnym, to nie musimy nic robić. Zbyt częste zaglądanie do portfela może bowiem prowokować do impulsywnych decyzji, których chcemy uniknąć. Jeśli nasza strategia zakłada średni termin i inwestujemy na płynnych rynkach, zabezpieczeniem przed nadmiernymi stratami mogą być zlecenia stop loss na otwartych pozycjach. Jeszcze lepsze będą stop lossy ruchome, które podążają za ceną. Dzięki temu nie „oddamy zbyt dużo rynkowi", w przypadku gdy zawróci po wcześniejszych wzrostach – podkreśla Michał Wojciechowski, wicedyrektor ds. projektów rozwojowych w BM mBanku.

Krótkoterminowy ból głowy

Sprawy zaczynają się komplikować, gdy mówimy nie o długo-, ale krótkoterminowym inwestowaniu. Dla osób, które preferują takie podejście, rozstanie się z giełdą na tydzień, dwa czy nawet trzy może okazać się zbyt dużą traumą, która będzie siedzieć w nich przez cały urlop.

– Jeżeli ktoś inwestuje bardziej krótkoterminowo i w spółki o bardziej spekulacyjnym charakterze, może zdecydować się na zamknięcie pozycji – mówi Michał Krajczewski z BM BNP Paribas. W podobnym tonie wypowiada się Emil Łobodziński, który też zaznacza, że w tym przypadku również istotny jest dobór aktywów do portfela.

– W przypadku osób, które inwestują w horyzoncie tygodni czy dni pewnie warto zastanowić się nad całkowitym zamknięciem pozycji na czas wakacji lub bardzo dobrze ustawić zlecenia zabezpieczające. Duże znaczenie ma także rodzaj aktywów. Dla przykładu w przypadku wysokiej jakości obligacji skarbowych czy korporacyjnych zwykle nie ma potrzeby dokonywać jakichkolwiek działań. Z kolei w odniesieniu do akcji jest już inaczej. Nawet jednak w przypadku akcji inne jest ryzyko pozostania z dużą, dywidendową, defensywną spółką, a inne z papierami małej bardzo cyklicznej firmy – mówi Łobodziński. – Na koniec ważne jest samo podejście inwestora. Jeśli przeglądanie co jakiś czas notowań nie przeszkadza w prawdziwym odpoczynku, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak robić. Natomiast myślę, że wiele osób chciałoby jednak na czas urlopu odciąć się od giełdy i notowań. Dlatego lepiej przed wyjazdem przemyśleć, co chcemy zrobić z posiadanymi aktywami, niż w czasie urlopu zerkać na notowania. Tym bardziej że nie zawsze jest taka możliwość wynikająca choćby z ograniczonego dostępu do internetu. Podejmowanie decyzji na wakacjach może się również wiązać z większym udziałem emocji, co raczej nie będzie dobrze wpływało na wynik portfela. Podsumowując, im dłuższy mamy horyzont inwestycji, tym mniej potrzeba zabezpieczać się na czas wakacji. Im krótszy, tym jest to bardziej istotne, co wymaga odpowiedniego zaplanowania – dodaje przedstawiciel BM PKO BP.

Złote rady

Rozwój maklerskich aplikacji mobilnych z pewnością nie ułatwia odcięcia się od giełdy w czasie wakacji. – Niezależnie od przyjętej strategii inwestorzy chętnie korzystają na urlopie z aplikacji mobilnych – mówi Michał Wojciechowski. – Dają one możliwość podglądania zarówno zleceń, jak i transakcji, notowań czy komunikatów rynkowych. W BM mBanku już na blisko 40 proc. aktywnych rachunków zawarto transakcje przez aplikację mobilną. W wakacje 2020 roku udział ten przekroczył nawet 40 proc. – dodaje Wojciechowski. Eksperci zachęcają jednak do tego, by mimo wszystko spróbować pogodzić aktywność rynkową z wypoczynkiem, co wcale też nie musi oznaczać całkowitej rezygnacji z tematyki giełdowej.

– Niezależnie od używanych narzędzi inwestorom udającym się na wakacje, warto przypomnieć giełdowe powiedzenie: „Okazje na rynku będą zawsze". Dlatego zastanówmy się, czy nie zrobić sobie urlopu również od inwestycji? Chyba że uznamy, że wolny czas możemy spożytkować na poszerzenie wiedzy giełdowej. Do czego serdecznie namawiam – mówi Wojciechowski.

– Być może znajdą się też takie osoby, które właśnie z braku czasu to w wakacje będą „nadrabiać" tematy związane z inwestycjami i budową swojego portfela – przy czym w takim przypadku zamiast codziennego śledzenia cen większą wartość przyniesie edukacja (czytanie książek, blogów, artykułów itp.) i przygotowanie własnych analiz – dodaje Krajczewski.

Giełda: Wakacyjne miesiące z reguły oznaczają niższe obroty

Czy faktycznie inwestorzy giełdowi udają się na wakacje? Jeśli wierzyć statystykom dotyczącym obrotów na warszawskim rynku akcji, okres mniejszej aktywności inwestorów przypada przede wszystkim na miesiące wakacyjne, czyli lipiec i sierpień. W ubiegłym roku szczególnie słaby okazał się sierpień. Wtedy to średnie dzienne obroty na GPW wyniosły niecałe 828 mln zł. Pod tym względem był to najsłabszy miesiąc w całym roku, który przebił nawet styczeń i luty, czyli okres przed pandemią koronawirusa. Jak wyglądają statystyki z wcześniejszych lat? W 2019 r. słabo wypadł przede wszystkim lipiec, gdzie średni dzienny obrót ukształtował się na poziomie 724 mln zł. Warto jednak zwrócić uwagę, że nie był to najsłabszy miesiąc w całym roku. Gorsze okazały się kwiecień i październik. Już jednak w 2018 r. potwierdziło się, że miesiące wakacyjne nie sprzyjają większej aktywności inwestorów. Widać to było znowu przede wszystkim w lipcu. Średnia dziennych obrotów w tamtym miesiącu wyniosła niecałe 670 mln zł. Sierpień też nie zachwycił. Średnie dzienne obroty ukształtowały się wtedy na poziomie 767 mln zł. Na ile jest to „zasługa" inwestorów indywidualnych? Patrząc na wcześniejsze lata, spadek obrotów ciężko przypisywać jest właśnie tej grupie. Przez ostatnie lata inwestorzy indywidualni byli bowiem w odwrocie. Ich udział w obrotach oscylował w okolicach 12 proc., co było historycznym minimum. Zmieniło się to dopiero w 2020 r., kiedy ta grupa wyraźnie się uaktywniła. W całym poprzednim roku odpowiadali oni aż za 25 proc. obrotów akcjami na rynku głównym i tym samym okazali się aktywniejszą grupą od inwestorów instytucjonalnych. Samo II półrocze, które obejmuje wakacyjne miesiące, upłynęło pod znakiem dawno niewidzianego zaangażowania inwestorów indywidualnych. Ich udział w obrotach w tym okresie wyniósł 27 proc. i był najwyższy od I półrocza 2009 r. Oczywiście trzeba pamiętać, że okres wakacyjny generalnie oznacza niższe obroty i nie dotyczy to tylko warszawskiej giełdy. PRT

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.