REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Giełda

Rynek zignorował niekorzystne informacje

WIG20 mimo początkowych problemów zakończył dzień wzrostem rzędu 3,5 proc. Znacząco zbliżył się do poziomu 1500 pkt. Brakuje mu do niego ośmiu punktów.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Kolejna sesja i znowu podwyższona zmienność na warszawskim parkiecie. Dzień zaczął się od mocnej przeceny, która później przerodziła się w solidne zwyżki. Była to więc odwrotność tego, co działo się dzień wcześniej.

Start notowań mógł niepokoić. WIG20 na dzień dobry zjechał 2 proc. pod kreskę. W centrum uwagi znalazły się banki. W dużej mierze była to reakcja na zalecenie Komisji Nadzoru Finansowego, aby banki i ubezpieczyciele pozostawili zyski z lat ubiegłych w firmach, co oznacza, że dywidend w tym roku raczej nie będzie. I to właśnie banki, a także PZU najmocniej taniały w pierwszej części notowań. Wydawało się, że trudno będzie wygrzebać się z tych problemów, ale obecnie na rynku nie ma praktycznie rzeczy niemożliwych. Wystarczyła godzina handlu, a WIG20 znalazł się blisko poziomu zamknięcia ze środy. Banki i PZU zaczęły odrabiać straty i pojawiła się nadzieja na to, że nad naszym rynkiem w końcu zaświeci słońce. I tak się stało.

Byki z każdą godziną rosły w siłę. W połowie sesji WIG20 zyskiwał ponad 1 proc. Podobnie zachowywały się inne rynki wschodzące. W tyle tym razem były największe parkiety. Dość powiedzieć, że niemiecki DAX tracił ponad 2 proc.

Ostatnie tygodnie przyzwyczaiły nas jednak, że sytuacja potrafi się zmienić właściwie z minuty na minutę. Tak też było i tym razem. Na szczęście jednak sytuacja ta zmieniła się na lepsze. Duża w tym zasługa Amerykanów. Ci od początku dnia ruszyli na zakupy. Indeksy na Wall Street zyskiwały około 4 proc. Nie przeszkodził, a można nawet odnieść wrażenie, że rynkowi wręcz pomógł słaby, cotygodniowy odczyt z amerykańskiego rynku pracy. Liczba bezrobotnych w USA zwiększyła się w tygodniu zakończonym 21 marca aż o 3,28 mln. Reakcja rynków może wskazywać jednak, że inwestorzy spodziewali się jeszcze gorszego odczytu.

Szał zakupów zza oceanu udzielił się również inwestorom w Warszawie. Wzrosty na ostatniej prostej notowań wyraźnie przyspieszyły, głównie za sprawą sektora bankowego, który przecież jeszcze na początku dnia był największym ciężarem dla całego rynku. Ostatecznie WIG20 zyskał 3,5 proc. W gronie największych spółek najwięcej zyskały na wartości akcje Lotosu, które podrożały 8,9 proc. Papiery PKO BP zyskał 7,4 proc., a PZU 6,4 proc.

W normalnych warunkach brak dywidend w sektorze bankowym oraz słaby odczyt z amerykańskiego rynku pracy byłyby idealnym pretekstem do sprzedaży akcji na giełdach. Jak jednak pokazała czwartkowa sesja rynki w obecnym stanie niewiele mają wspólnego z racjonalnością. I pewnie nikt nie wie, jak długo ten stan potrwa. Z takimi sesjami, jak ta czwartkowa trzeba po prostu się oswoić.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA