Firmy

Idealne wyniki finansowe - dyskusja inwestor v. inwestor

PYTA: Piotr Biernacki, Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych

ODPOWIADAJĄ: Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny DM PKO BP
Michał MasłowskI Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Foto: www.photoxpress.com

PB: Wyniki okresowe to obowiązek w życiu każdej spółki. Można się ograniczyć do publikacji raportu, ale można też zrealizować szereg działań komunikacyjnych skierowanych do inwestorów. Ale zanim przejdziemy do nich mam podstawowe pytanie: Kiedy najlepiej publikować wyniki okresowe, żeby dotrzeć do inwestorów?

EŁ: W imieniu inwestorów instytucjonalnych mam gorącą prośbę, żeby nie robić tego w szczycie wynikowym, ponieważ gdy jednego dnia pojawia się 150 wyników i zarządzający i analitycy mają problem, żeby to prześledzić.

Jeśli chodzi o termin publikacji w tygodniu to najlepiej publikować od poniedziałku do piątku, po sesji.

MM: Piątek po sesji ?! ;-) To dla nas nie najlepszy termin.

Z punktu widzenia inwestorów indywidualnych dużo się zgadza z tym co mówią inwestorzy instytucjonalni. Opublikowaliśmy wyniki badania inwestorów i przeciętny inwestor indywidualny ma w portfelu do 7 spółek, kilkanaście % inwestorów ma do 8 spółek.

Dla nas najważniejsza jest przewidywalność – jeżeli spółka zapowiada publikację w danej dacie, aby tego dotrzymywała.

Publikacja w trakcie sesji jest dla nas niewygodna.

PB: Oczywiście, że to ważne, żeby trzymać się zadeklarowanego terminu. Ale coraz częściej spółki decydują się ze względu na regulacje np. MAR decydują się publikację szacunków wyników. Czy są one ważne dla inwestorów?

MM: To jest dramat z punktu widzenia inwestora indywidualnego, który zazwyczaj pracuje zawodowo, a inwestuje na GPW w czasie wolnym. Jak taki inwestor śledzi swoje spółki, to ma zapisane w kalendarzu, kiedy publikują wyniki. Natomiast teraz nastała "MAR'owska" moda na puszczanie wyników szacunkowych i to jest strasznie niewygodne dla inwestorów, gdyż nigdy nie wiedzą, kiedy się ich spodziewać, a nie zawsze mają możliwość stałego obserwowania informacji giełdowych. I rozumiem taką publikację, jeżeli coś się drastycznie zmienia np. w kwartale spółka ma zazwyczaj 100 mln zł na sprzedaży, a po 1,5 miesiąca widzimy, że będzie maksymalnie 50 mln. To wtedy ma to sens. Natomiast często spółki puszczają szacunki wyników, a tam nie ma żadnego zaskoczenia.

EŁ: Dla nas szacunkowe wyniki to cenna wiadomość. Natomiast bardzo ważne jest, czy szacunkowe wyniki różnią się znacząco od wyników prognozowanych. Jeżeli różnica jest znaczna to dla każdego zarządzającego lub analityka jest to sygnał, że spółką trzeba się zainteresować jeszcze przed publikacją wyników ostatecznych. Natomiast jeżeli wyniki nie będą się różniły, to przejdą bez echa.

MM: Jak widać w kwestii szacunkowych wyników pięknie się różnimy ;-)

PB: A jakie są preferencje inwestorów, jeżeli chodzi o godzinę publikacji wyników? Czy lepsza jest publikacja popołudniu po sesji, czy rano przed jej rozpoczęciem?

EŁ: Trochę inaczej zarządza się własnymi pieniędzmi, a inaczej zarządza się pieniędzmi klientów. Jeżeli mam portfel, który ma ileś tam milionów - dziesiąt czy –set i ja ponoszę za to odpowiedzialność, to każda decyzja pt: kupić/sprzedać, zwiększyć/zmniejszyć pozycję w akcjach danej spółki musi być dobrze przemyślana. Jeżeli dostanę raport, który wyjdzie np. 8:55, a o 9:00 zaczyna się sesja, to co ja przez 5 minut mogę z tego raportu wyczytać i na tej podstawie podjąć jakąś racjonalną decyzję? Z punktu widzenia, przede wszystkim, zarządzających, to im dłuższy mamy czas między publikacją raportu a momentem kiedy możemy zareagować, czyli ten okres na przemyślenie, tym lepiej. Dlatego faktycznie jestem orędownikiem tego, żeby raporty publikować po sesji. Ewentualnie jeżeli rano to też, nie ukrywam, im wcześniej tym lepiej. Jeżeli to jest taki dzień, że publikuje się trzy spółki to ja i tak będę miał dużo czasu, żeby na każdą spojrzeć. Natomiast jeśli mamy kilka dni krytycznych, w których się publikuje po paręnaście, parędziesiąt spółek to ja na wstępie muszę wybrać, którymi spółkami się zająć w pierwszej kolejności.

MM: Przychyliłbym się również do odpowiedzi: popołudniu po sesji, ale nie dlatego że my inwestorzy indywidualni przeznaczamy całą noc na analizę - to nie te pieniądze, nie ta odpowiedzialność co u zarządzających. Ale już grupa indywidualnych, ale profesjonalnych inwestorów woli mieć więcej czasu.

PB: Obserwuję od pewnego czasu taką tendencję wśród niektórych spółek, że publikują wyniki ostatniego możliwego dnia bądź przedostatniego dnia, a po kilku dniach organizują spotkanie wynikowe, telekonferencję, czat itd. Jak się inwestorzy się zapatrują na tą tendencję?

EŁ: To zależy co w tym raporcie jest. Instytucje oczywiście lubią się ze spółkami spotykać po wynikach i to jest jasne i oczywiste dla wszystkich. Natomiast jeżeli to, co jest w raporcie, jest całkowicie zgodne z tym, co spółka zapowiadała wcześniej, to pewnie inwestor instytucjonalny będzie miał mniejszą presję, żeby się jak najszybciej spotkać. Natomiast jeżeli w raporcie są liczby, które znacząco odbiegają od tego, co było mówione wcześniej, no to ta presja będzie bardzo duża, żeby spotkać się jak najszybciej. Z tego też punktu widzenia, myślę, że lepiej te spotkania robić szybciej niż opóźniać o tydzień, dwa czy trzy. Wracamy do sprawy podstawowej, czyli żeby nie kumulować tych wyników na sam koniec, kiedy i wszyscy inni publikują. Tylko po prostu publikować wcześniej. Chciałbym, żebyśmy jako rynek emitentów i publikacji szli w kierunku tego co jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie spółki publikują bardzo szybko swoje wyniki finansowe i tam nie ma takich problemów.

PB: Co i w jakiej kolejności czyta inwestor instytucjonalny, a co indywidualny jak spółka publikuje wyniki?

EŁ: Myślę, że to troszeczkę zależy od tego, czy mówimy o zarządzającym, czy o takim typowym analityku sell side'owym. Analityk sell side'owy na pewno skupi się przede wszystkim na samym raporcie, czyli: raport, noty i sprawozdanie zarządu. Zarządzający, jeżeli ma tych spółek pod sobą więcej, to pewnie rzuci okiem na raport przede wszystkim i dopiero jeżeli coś nie będzie jasne dla niego bądź będzie znacząco odbiegało od tego czego oczekiwał, to będzie „drążył" dalej, czyli czytał noty, czytał sprawozdanie zarządu i inne rzeczy. Myślę, że zdecydowanie tym podstawowym dokumentem jest sam raport, czyli spojrzenie na rachunek wyników, w drugiej kolejności na bilans. I w zależności od tego co widzimy w tych liczbach, to albo zacznie się „drążenie" dalej, albo nie.

MM: Rozumiem, że inwestorzy instytucjonalni tak robią i pewnie bardzo wąska grupa inwestorów indywidualnych również. Ale przeciętny inwestor indywidualny zwraca uwagę przede wszystkim na tabelkę wyników finansowych. Bardzo często jest tak, że spółka puszcza raport kwartalny a tabelka wyniki finansowe na stronie www jest update'owana trzy dni później. Zdarzyło mi się, że spojrzałem na wyniki mojej spółki w dniu, w którym miała raport, złapałem się za głowę w pozytywnym znaczeniu tego słowa „o jak świetnie ! Jakie wspaniałe wyniki!" I dopiero później się zorientowałem, że to były wyniki sprzed kwartału, bo nikomu już nie starczyło mocy, żeby wraz z publikacją raportu zaktualizować informacje na stronie internetowej.

PB: Niestety bardzo często na stronie internetowej w sekcji tabelka z wynikami finansowymi nie ma wyników kwartalnych, są tylko roczne.

MM: Inwestor indywidualny który jest z definicji inwestorem nieprofesjonalnym, amatorem, zaczyna analizę od tabelki z wynikami - najlepiej 10 cyfr łącznie, nie za dużo, tak, żeby było czytelnie. Dodatkowo ważna jest prezentacja. De facto dla przeciętnego inwestora indywidualnego, amatora, to co jest w tej krótkiej tabelce plus to co jest w prezentacji wystarczy. Jak inwestuję dywidendowo, na lata, to nie zagłębiam się za każdym razem w wyniki, chyba, że dzieje się coś niepokojącego.

EŁ: Trudno mi sobie wyobrazić inwestora indywidualnego, który będzie miał rzeczywiście nawet 5- 7 spółek i będzie każdy raport czytał od deski do deski.

MM: Są też i tacy, ale ich jest mało.

EŁ: To raczej wyjątki od reguły. Mimo wszystko zgadzam się, że z punktu widzenia inwestora indywidualnego podstawą powinna być prosta tabelka plus prezentacja. Tak, żeby mógł na tę prezentację wejść i zobaczyć, co się tam w tej spółce w ostatnim kwartale działo. Oczywiście taka prezentacja jest również użyteczna dla instytucji. Szczególnie kiedy je dostajemy na spotkaniach i one są omawiane. Ale jeżeli pojawią się na stronie www, to również z nich korzystamy, z tym, że najbardziej wartościowe są te, w których są nie tylko suche liczby, ale również komentarze.

PB: A po co zarządzający chodzą na spotkania wynikowe?

EŁ: Inwestor instytucjonalny, jak idzie na spotkanie ze spółką, to oczywiście ma dwa cele. Pierwszy cel to usłyszenie komentarza od Prezesa czy Dyrektora Finansowego a propos wyników, czyli to, co widzi w tych cyferkach. Co zarząd czy Dyrektor Finansowy o tym sądzi, z czego to wynika itd. I to jest jedna rzecz. Druga to taka, żeby usłyszeć co się dzieje na rynku, na którym działa spółka. Myślę, że to jest ta część, której w ogóle brakuje w raportach spółek. Przykładowo, jeżeli spółka działa na rynku produkcji zabawek plastikowych to chciałbym się dowiedzieć, czy na tym rynku np. nie otwierają się trzy fabryki w Turcji, które spowodują wzrost podaży. To są tego typu rzeczy, których zazwyczaj w raportach nie ma, a które są bardzo ważne z punktu widzenia prognozowania przyszłych wyników danej spółki.

PB: A jaką formułę wolą inwestorzy instytucjonalni – spotkania grupowe, ale tuż po publikacji, czy one-to one nawet gdyby miało być odłożone w czasie?

EŁ: Co do zasady wolę wariant pierwszy, czyli jak najszybsze spotkanie, nawet jeżeli to będzie grupowe. Zawsze na spotkaniu, czy po nim można podejść i zapytać o rzeczy, które są niejasne. Więc nie chciałbym czekać tydzień na umówienie spotkania jeden na jeden. Dotyczy to tych spółek, które już znam. Jeżeli jest spółka, której nie znam, a dopiero chcę ją poznać to wtedy spotkanie grupowe na początek nie ma za dużego sensu, bo ja i tak o tej spółce wiem za mało. Wtedy lepiej poczekać na one-on-one, a dopiero później chodzić na takie grupowe.

PB: A czy inwestorzy indywidualni są zainteresowani spotkaniami?

MM: Tak, tylko że to jest wąska grupa profesjonalnych, jest ich mało i poziomem wiedzy zbliżeni są do instytucjonalnych.

PB: Czy inwestor indywidualny woli czat czy wideokonferencję z czatem?

MM: Czat jest fajny, jeżeli Prezes odpowiada na pytania inwestorów wyczerpująco, a nie półsłówkami. Zalety chatu są takie, że nawet jak w online weźmie w nim udział czterdzieści osób to jego zapis zamieszczony na swojej stronie internetowej jest dalej „żywy", ponieważ informacje pięknie indeksują się i pojawiają się, gdy zadamy podobne pytanie w wyszukiwarce Googla. Zaletą transmisji wideo jest to, że widzimy też mowę ciała. I to jest też m.in. przyczyna, dla której inwestorzy indywidualni chodzą na spotkania razem z inwestorami instytucjonalnymi. Natomiast forma wideo najczęściej jest niewidoczna dla Googla i ciężko dotrzeć do tych treści szukając informacji o spółce w Internecie.

EŁ: Instytucje z takich form komunikacji korzystają pewnie rzadziej, bo mogą spotkać się bezpośrednio na konferencji. Swego czasu dużo zajmowałem się spółkami amerykańskimi i tam zwyczaj jest taki, że robiona jest konferencja online, gdzie można zadawać pytania. A później jest transkrypt tego zamieszczany na stronie. Z punktu widzenia inwestora, czy instytucjonalnego, czy indywidualnego jest to znakomita forma komunikacji. W Stanach taki system funkcjonuje również dlatego, że kraj jest ogromny i trudno byłoby latać na spotkanie z każdą spółką.

PB: Czyli forma hybrydowa, to znaczy transmisja online z transkryptem to jest wersja optymalna. W Stanach mają regulacyjny obowiązek, że takie transmisje online muszą zostać opublikowane w formie transkryptu, ale dzięki temu w pewien sposób urodziło nowe narzędzie komunikacji. Możemy z niego korzystać. Dołożenie transkrypcji to nie jest koszt razy dwa, to jest dodatkowy ułamek kosztu i wygląda na to, że warto w to zainwestować.

PB: O jakiej godzinie najlepiej taki czat czy transmisję online organizować?

MM: Oczywiście do godziny 16. Najlepiej środek dnia roboczego.

EŁ: Z punktu widzenia inwestora instytucjonalnego zgadzam się w zupełności. Zdecydowanie lepiej zrobić to w ciągu dnia, czyli między godziną 9 a 17 niż pozostawiać to na później.

PB: Jak oceniacie przydatność, odpowiednio dla inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych, różnych narzędzi, które spółki wykorzystują przy publikacji wyników okresowych. Zacznijmy od prezentacji

MM: Już mówiłem poprzednio. Prezentacja jak najbardziej tak. Apeluję, żeby wyzbyć się chęci, że w tej prezentacji trzeba cały raport kwartalny zmieścić. Potrafię wymienić spółki, które są niechlubnymi rekordzistami, jeśli chodzi o to, ile są w stanie w 60-slajdowej prezentacji zmieścić wykresów. Przeciętny inwestor, indywidualny, to na pewno przy 4 wykresach na slajdzie traci kontakt z rzeczywistością. Moim zdaniem to jest za dużo. Przykład z rynku amerykańskiego. Proszę zobaczyć, jak wyglądają prezentacje Twittera albo Facebooka, gdzie są najważniejsze informacje. W prezentacji Facebooka jest kilkanaście slajdów, klikam i wiem wszystko o co chodzi już po 5-7 minutach.

EŁ: Całkowicie się zgadzam, że to nie ma być powielanie raportu kwartalnego i prezentacja jeżeli ma 60 slajdów i na każdym slajdzie są po 4 wykresy jest absolutnie nieczytelna dla nikogo. Trzeba zgodzić się na rozsądny kompromis. Prezentacja powinna mieć 20-30 slajdów.

PB: W takich sytuacjach po pierwsze warto podzielić sobie prezentacje. Zrobić na stronie taką korporacyjno-inwestycyjną o biznesie, o spółce, tłumaczącą i oddzielić ją od prezentacji wynikowej, gdzie prezentacje wynikowe nie służą tłumaczeniu tego, co robimy, tylko służą opowiedzeniu o kwartale, o tym co planujemy i czego się spodziewamy.

PB: Drugi materiał – factsheet - 1 lub 2 strony A4 wydrukowane i rozdane na spotkaniu albo powieszone z najważniejszymi faktami.

MM: 10/10. Factsheet jest dla wielu, szczególnie tych co mają bardzo mało czasu, bardzo przydatny.

EŁ: Dla inwestora indywidualnego to rzeczywiście 10/10 i dla wielu będzie to podstawa. Z punktu widzenia inwestora instytucjonalnego jest to podsumowanie, które nie wnosi zbyt wiele.

PB: A co ze spreadsheet'em – czyli plikiem excel z wynikami finansowymi, operacyjnymi, powieszonym na stronie bądź po zaktualizowaniu o najnowszy kwartał rozesłanym do inwestorów?

MM: To 8/10. Czasem zdarzają się szaleńcy, którzy chcą zrobić swoją analizę. Lepiej dać im prosty arkusz aniżeli zmuszać ich do przepisywania z pliku pdf. Niestety zdarza się, że ściągam plik, a on jest sprzed zeszłego kwartału.

EŁ: To jest coś co zwłaszcza analitycy sell side'owi sobie cenią. Jeżeli jestem analitykiem i miałbym później do swojego modelu przepisywać wszystko z pdf, to jest to po prostu żmudna robota. Więc jeżeli dostanę to w pliku excel, to mi to znakomicie ułatwia pracę.

PB: Komunikat prasowy. Przydaje się?

MM: Problem jest taki, że są one pisane przez marketingowców, a nie przez IR'owców. Ja się przyznaję, że nie czytam. Od razu biegnę do tabelki, do prezentacji.

EŁ: Zgadzam się w zupełności.

PB: Komentarz wideo. Bardzo krótki. 2-2,5 minuty. Dosłownie parę zdań.

MM: Przyznam się, że nie mam zdania, bo tego nikt nie robi.

EŁ: Też nie mam doświadczenia z oglądaniem takich materiałów, więc trudno mi się wypowiedzieć. To zależy, co w tych filmikach będzie. Bo jeśli będzie to powtórzenie tego co jest w raporcie to użyteczność będzie z punktu widzenia instytucji. Natomiast jeśli będzie tak troszeczkę wyjaśnienia co do samych liczb, to będzie zdecydowanie lepiej.

PB: A takie narzędzie jak przesłanie smsem bardzo krótkiego podsumowania wyników z najważniejszymi liczbami i faktami tuż po publikacji raportu.

EŁ: Przyznam się, że jeszcze takiego smsa nie otrzymałem. Wydaje mi się, że to użyteczność stricte informacyjna na zasadzie: ok, to już na pewno wyszedł raport, a więc pora zajrzeć do raportu.

PB: Czy jest jeszcze coś co spółki mogą zrobić w zakresie narzędzi, form kontaktu, może powinny pamiętać, że Wy jako inwestorzy indywidualni i instytucjonalni byli szczęśliwi.

MM: Nie jest to kwestia mnożenia narzędzi, że im więcej narzędzi, tym lepiej. Tylko bardziej przyłożenia się do tego, dopieszczenia. Wiem, że spółki są skoncentrowane na tym, żeby te wyniki były jak najwyższe i żeby KNF się do niczego nie przyczepił, ale takie dopieszczenie graficzne, wizualne, tak żeby ktoś, kto na spółce się nie zna, potrafił wszystko znaleźć.

EŁ: A więc nie ilość, lecz jakość się liczy. Zwracam uwagę na prezentację inwestorską, która jest bardzo ważnym dokumentem dla wszystkich inwestorów. Zwłaszcza do tego, żeby się przyłożyć, zwrócić na to szczególną uwagę. I na tyle, na ile się da, wszystkie najważniejsze rzeczy, które wpływają na sytuację spółki, to żeby tam się faktycznie znalazły, bo będzie też mniej dopytywania się przez instytucje np. na spotkaniu one-on-one czy na konferencji.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.