Felietony

Ulubiony wskaźnik Warrena Buffetta

Powstaje pytanie, czy w przypadku rynków, gdzie kapitalizacja do PKB jest niższa niż 50 proc., możemy mówić o nadchodzącym kryzysie?

Tomasz Wiśniewski, GPW

Foto: materiały prasowe

Dziewięćdziesiąte urodziny Warrena Buffetta zbiegły się z osiągnięciem przez ulubiony wskaźnik tego inwestora krytycznego poziomu, wskazującego na zmianę trendu na rynku kapitałowym. Tym wskaźnikiem jest relacja kapitalizacji giełd do produktu krajowego brutto, który wśród inwestorów giełdowych nazywany jest po prostu „wskaźnikiem Buffetta".

Zgodnie z przyjętą interpretacją, kiedy jest on poniżej 50 proc., rynek jest bardzo niedoważony, a kiedy znajduje się w przedziale 70–80 proc. jest względnie stabilny. Natomiast przekroczenie 100 proc. oznacza powstanie ryzyka korekty.

Warto dodać, że w literaturze naukowej wskaźnik ten pełni jeszcze jedną ważną funkcję – określa bowiem poziom rozwoju danego rynku kapitałowego. Uważa się, że wpływ giełd na gospodarkę wyrażony tym wskaźnikiem zaczyna się na poziomie co najmniej 20 proc. Natomiast wskaźnik na poziomie powyżej 40 proc. wskazuje na duże znaczenie giełdy dla gospodarki. W przypadku giełd rynków rozwiniętych wartość wskaźnika Buffetta kształtuje się powyżej 70 proc.

Po opublikowaniu danych przez amerykański urząd statystyczny za drugi kwartał tego roku wskaźnik Buffetta osiągnął swój historyczny szczyt na poziomie 170 proc. Podobna sytuacja ma miejscu w przypadku wielu innych rynków rozwiniętych. Dlatego inwestorzy zaczęli się zastanawiać, czy nie jest to jasny sygnał zapowiedzi kolejnego załamania po krachu spowodowanym pandemią. Od początku XXI wieku takie sytuacje miały miejsce w 2001 roku, potem w 2008 i 2018, co wiązało się z silną korektą na rynku akcji.

Okazuje się, że zwykła interpretacja wskaźnika nie jest do końca uzasadniona. Powstaje pytanie, czy w przypadku rynków, gdzie kapitalizacja do PKB jest niższa niż 50 proc. możemy mówić o nadchodzącym kryzysie? Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w krajach Europy Środkowej, gdzie wskaźnik ten wynosi około 17 proc., ale również w Polsce, gdzie kształtuje się on na poziomie 24 proc. Samo również porównywanie bieżącej wartości rynkowej spółek giełdowych do PKB w poprzednim kwartale jest niejako z definicji nieaktualne i niedokładne. Warto zwrócić uwagę, że PKB nie uwzględnia również dochodów uzyskanych za granicą, a spółki notowane na amerykańskich giełdach niekoniecznie przyczyniają się do wzrostu amerykańskiej gospodarki. Takie firmy, jak Apple, Amazon czy Alphabet, mają swoje oddziały w innych krajach i coraz więcej ich przychodów jest generowanych poza Stanami Zjednoczonymi. Natomiast te wymienione spółki stanowią trzon amerykańskiego rynku kapitałowego, bo ich sumaryczna kapitalizacja wynosi 5 bln dolarów, a więc 15 proc. łącznej kapitalizacji amerykańskich spółek giełdowych. Ponadto obecny poziom wskaźnika może być mylący i tymczasowy, bowiem za drastyczny spadek PKB odpowiadają przestoje w pracy i zamknięcie gospodarki, które skutkowały z jednej strony drastycznym wzrostem bezrobocia, z drugiej zaś zmianą modelu konsumpcji z powodu pozostawania wielu Amerykanów w domach.

W związku z tym obecny poziom wskaźnika Buffetta może być determinowany czynnikami niezależnymi, które w dotychczasowej historii nie wystąpiły, a obserwowane silne odbicie gospodarek może te relacje zmienić. To okaże się jednak po podaniu danych za kolejny kwartał.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.