REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Czy zarząd może przemilczeć takie informacje?

Prawomocne przegrywanie przez banki procesów frankowych stało się faktem. Czy jednak inwestorzy giełdowi są świadomi faktycznego wpływu wyroków w sprawach frankowych na wartość posiadanych przez nich walorów?

Robert Mazur radca prawny z kancelarii Mazur i Wspólnicy

Foto: materiały prasowe

Prawomocne przegrywanie przez banki procesów frankowych stało się faktem. Czy jednak inwestorzy giełdowi są świadomi faktycznego wpływu wyroków w sprawach frankowych na wartość posiadanych przez nich walorów?

Sprawa GetBack SA uświadamia nam, że standardy informacyjne spółek giełdowych potrafią być niskie. Znacznie niższe, niż życzyliby sobie tego inwestorzy, lokujący swoje pieniądze w walory giełdowych spółek. A jak wygląda przestrzeganie reguł giełdowej gry – w tym rzetelne informowanie inwestorów o istotnych wydarzeniach dotyczących spółki – ze strony obecnych na giełdzie banków?

Jeśli spojrzeć na raporty bieżące banków lub cykliczne publikacje wyników finansowych, to mamy dysonans: wyłania się nam idylliczny obraz sektora, który niezmiennie bije rekordy zyskowności, a przecież jeszcze niedawno słyszeliśmy groźby, że podatek bankowy i konieczność ratowania SKOK doprowadzą część sektora do upadku.

Co ciekawe, z jakiegoś powodu o przegrywanych przez banki sprawach frankowych – i to prawomocnie – jest zadziwiająco cicho, a przecież skutki tych wyroków nie ograniczają się tylko do portfela udzielonych kredytów we frankach. Mogą sięgać znacznie dalej, zarówno reputacyjnie, jak i finansowo.

Co by się działo, gdyby kilku producentów opon przegrało w polskich sądach sprawy dotyczące wadliwych opon, a wyroki prawomocnie stwierdzałyby, że wyroby tych producentów są niebezpieczne dla konsumentów (bo wytworzone w sposób sprzeczny z normami)? Z pewnością w pierwszej kolejności zostaliby poinformowani akcjonariusze, a następnie firmy ratowałyby swoją reputację, dokonując darmowej wymiany wszystkich wadliwych opon na nowe. A jak jest z branżą bankową w Polsce? Niestety, może być gorzej.

W jednym z tegorocznych prawomocnych wyroków (z 13 lutego 2018 r.), który zapadł przeciwko dużemu znanemu bankowi, Sąd Okręgowy w Świdnicy oddalił apelację banku. Sąd przyznał pełną rację kredytobiorcom. Umowa kredytu tzw. indeksowanego kursem franka szwajcarskiego została całkowicie pozbawiona „frankowości" z mocą wsteczną, tj. od 2008 roku. To drugi wyrok w tej sprawie – pierwszy został wydany przez Sąd Rejonowy, ale bank złożył apelację, a ostatecznie oba sądy (jeden po drugim) wydały identyczne wyroki. I nie pomogło ani to, że bank zaangażował kilku prawników pracujących dla jednej z największych kancelarii prawniczych w Polsce. Umowa w konfrontacji z prawem konsumenckim nie miała po prostu szans.

Wyrok z 13 lutego uznawany jest w środowisku prawniczym za modelowy. Miałem przyjemność osobiście prowadzić tę sprawę. Poziom wiedzy i przygotowania sędziów w obydwu instancjach budził szacunek. Sąd wykazał wysoką odporność na niemerytoryczne, a często nawet populistyczne chwyty retoryczne banku, konsekwentnie trzymając się litery prawa. W rezultacie zarówno argumentacja sądów obydwu instancji (ujęta w formę pisemnych uzasadnień wyroków), jak i wnioski wyciągnięte przez sądy co do skutków udowodnionego bankowi naruszenia prawa, niemal idealnie odzwierciedlają obowiązujące w tym zakresie przepisy unijne i polskie.

Inwestorzy giełdowi powinni mieć świadomość, że w każdej sprawie frankowej skutki przegranej są dla banku poważne. Również w tej zakończonej wyrokiem z 13 lutego 2018 r. W kredycie poniżej 400 tysięcy złotych saldo spada na skutek wyroku o ponad 150 tysięcy złotych, a oprócz tego konsumentowi przypada dodatkowo zwrot niemal 70 tysięcy złotych, a także odsetki. Miesięczna rata kredytu spada z ponad 1700 złotych do mniej niż 950 złotych. Co więcej, sąd wyraźnie podkreślił, że kredyt ten zawsze był i jest wyłącznie złotowy, ale oprocentowany zgodnie z zasadami wskazanymi w umowie, czyli według stopy LIBOR (a nie WIBOR). I tak też będzie oprocentowany przez kolejne 20 lat, czyli według LIBOR. Jest to – jak podkreślił sąd – wyłączna wina banku, który skonstruował umowę w sposób sprzeczny z prawem. Bank może mieć pretensje tylko do siebie i do nikogo więcej.

To jednak jeszcze nie koniec sprawy związanej z tym kredytem. Skoro prawomocnie udowodniono, że bank stosował sprzeczne z prawem postanowienia przez dziesięć lat, skutecznie uniemożliwiając kredytobiorcom np. sprzedaż mieszkania (wszak nie można go było sprzedać nie spłaciwszy bankowi uprzednio całej kwoty frankowego haraczu), narażając ich na życie w obawie i niepewności, a przy tym czyniąc bezradnym wobec decyzji banku (kurs franka bank ustalał sobie sam i nigdy nie było wiadomo, na jakim poziomie go ustali), to otwiera się szeroka droga do finansowego zadośćuczynienia. Wszak to książkowy wręcz przykład naruszenia dóbr osobistych, do tego wskutek działań ciągłych, a wręcz uporczywych i to ze strony instytucji, od której szczególnie wymagamy przestrzegania prawa. W tej jednej tylko sprawie kredytobiorcy będą domagać się od banku po 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia.

Czy inwestorzy giełdowi otrzymali od banku jakikolwiek sygnał, że sądy eliminują „frankowość" z umów banku? Niestety, do tej pory nie udało nam się zidentyfikować żadnego komunikatu banku w tej sprawie. To tak, jakby firma oponiarska przemilczała przed swoimi akcjonariuszami, że wyprodukowała milion wadliwych opon i że sądy potwierdziły ten fakt.

Zapewne niejeden inwestor chciałby wiedzieć, jaki wpływ na spółkę ma stwierdzenie przez sądy, że produkowane przez spółkę towary (kredyty lub opony) są towarami naruszającymi prawo lub inne normy. Inwestor zapewne chciałby uzyskać rzetelną informację o potencjalnym scenariuszu, w którym spółka będzie musiała wycofać/odkupić z rynku daną partię towaru (np. kredyty frankowe albo serię opon). Jeżeli zarząd spółki próbuje przemilczeć przed inwestorami tego typu fakty, na skutek braku pełnej informacji pozycja giełdowego inwestora może być bezprawnie zachwiana.

Post scriptum: Uprzedzając ewentualną replikę Związku Banków Polskich, banku lub prawników zatrudnionych przez sektor, a także uprzedzając twierdzenie, że wyrok ten (z 13 lutego 2018 r., sygn. akt II Ca 583/17) to „jednostkowy przypadek", polecam w tym miejscu także lekturę innych przykładowych wyroków: z 12 lutego 2018 r. i 19 lutego 2018 r. Trzy wyroki w całości korzystne dla kredytobiorców, w ciągu jednego tygodnia w różnych sądach. I wszystkie prawomocne.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA