REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kompetencje nadzorcze a konkurencja

Nadzór nad rynkiem finansowym jest niezmiernie skomplikowaną materią. Tym bardziej że nadzorcy wpadają w pułapkę, którą sami na siebie zastawiają. W konsekwencji ratować ich muszą inni, co powinno być przyczynkiem do przemyślenia zakresu funkcjonowania regulacji i nadzoru.

Mirosław Kachniewski, prezes zarządu, SEG

Foto: materiały prasowe

Wysoki poziom kreatywności przy nadużyciach na rynku finansowym od zawsze utrudniał efektywne ich ściganie. Niestety, zamiast iść w kierunku doskonalenia metod nadzorczych, nadzorcy najczęściej szli w kierunku „doskonalenia" regulacji. Jest to swego rodzaju ucieczka do przodu – jeśli wystąpi nadużycie, a nadzorca będzie żądał nowych regulacji, to niejako zdejmuje z siebie część odpowiedzialności („nie mogliśmy działać, bo nie było regulacji"). Od razu uwaga opinii publicznej skierowana jest nie na działania (lub brak działań) nadzorcy, ale na zupełnie inny obszar.

Kłopot w tym, że po iluś powtórzeniach podobnego podejścia mamy do czynienia z niezwykle rozbudowanymi regulacjami, które jednak wcale nie chronią inwestorów. W najważniejszych sprawach wciąż nadzorcy starają się spychać działania na inne organy, np. na prokuraturę lub na urzędy chroniące konsumentów. Na polskim rynku finansowym jest podobnie – choć mamy wyspecjalizowany organ mający chronić inwestorów, obejmujący swymi szerokimi kompetencjami nadzór nad instytucjami finansowymi (licencjonowanie, raportowanie, kontrolowanie), to działania chroniące inwestorów (i innych konsumentów usług finansowych) często podejmowane są przez UOKiK.

Problemem relacji pomiędzy regulacjami rynku kapitałowego a prawem konkurencji dotychczas zajmowaliśmy się jako SEG w innym wymiarze, a mianowicie w kontekście raportowania. Otóż z jednej strony ochrona inwestorów nakazuje publikowanie jak najwięcej informacji na jak najwcześniejszym etapie. Z drugiej jednak – ochrona konkurencji zakazuje publikowania np. informacji o strategii cenowej (co jest niewątpliwie ważne dla racjonalnego inwestora), aby uniemożliwić publiczne ustalanie cen przez konkurentów. Prędzej czy później któraś spółka giełdowa padnie ofiarą tych rozbieżnych wymogów i zobaczymy, jakie wówczas będą konsekwencje dla rynku.

Bardzo ciekawym eksperymentem jest powierzenie organowi nadzoru nad rynkiem kapitałowym nowych kompetencji w obszarze ochrony konkurencji i konsumentów. Tak się stało w przypadku Financial Conduct Authority (FCA) – brytyjskiego organu nadzoru nad rynkiem. W rezultacie doszło do niezwykle interesującego rozstrzygnięcia w opisanej obok sprawie. FCA, zamiast dowodzić naruszenia regulacji rynku kapitałowego (czyli swego „macierzystego" obszaru nadzoru), postanowiła skorzystać ze swoich nowych kompetencji i nałożyła sankcje za naruszenie prawa konkurencji.

Sprawa ta prawdopodobnie będzie miała bardzo doniosły wpływ na funkcjonowanie podmiotów na rynku kapitałowym. Praktyka wskazuje bowiem, iż wykorzystanie regulacji w obszarze ochrony konkurencji jest dużo bardziej efektywne niż w obszarze ochrony inwestorów. Może dlatego, że organy ochrony konkurencji starały się bardziej dbać o egzekwowanie prawa, a nie o rozwój regulacji. Intrygujące jest, jakie czekają nas konsekwencje na rynku polskim. O ile bowiem przyzwyczailiśmy się, że to UOKiK jest instytucją zwalczającą wciskanie klientom nieodpowiednich produktów na rynku finansowym, o tyle nie byliśmy jeszcze świadkami sankcji tego organu np. za wykorzystanie informacji poufnych. Przytoczony przypadek z rynku brytyjskiego każe nam oczekiwać, że podobne rozstrzygnięcia mogą zapaść także na rynku polskim.

Agnieszka Stefanowicz—Barańska, radca prawny, partner, Dentons:

Po raz pierwszy od uzyskania uprawnień antymonopolowych w 2015 r., 21 lutego 2019 r. FCA nałożyła kary za ograniczenie konkurencji na firmy zarządzające aktywami, które wymieniały się strategicznymi informacjami tuż przed ustaleniem cen akcji w IPO. Decyzja jest wynikiem wniosku o leniency (czyli o status antymonopolowego świadka koronnego) złożonego przez jedną z firm. Spółki ujawniały sobie nawzajem, jaką cenę są skłonne zapłacić za akcje i ile akcji zamierzają nabyć. FCA twierdzi, że ograniczyło to konkurencję, tym samym niwecząc cel IPO i zniekształcając jego wynik – mimo że firmy te nie umawiały się przy tym na nic. Spółka dotknięta najwyższą karą podkreśla wręcz, że była tylko pasywnym odbiorcą informacji, o które nie zabiegała, i nie zmieniła swojej strategii w IPO w wyniku pozyskania tej informacji. FCA natomiast podnosi, że wymiana poufnych informacji zmniejszyła presję na składanie konkurencyjnych ofert, tym samym podnosząc koszt kapitału dla emitującej spółki, co w dalszej perspektywie może ograniczyć inwestycje na rynku.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA