Banki

Popyt na hipoteki zmalał, ale wciąż wielki

W lipcu popyt na kredyty mieszkaniowe był o 33 proc. wyższy niż rok temu. Odczyt jest nieco niższy niż w poprzednich miesiącach, gdy sięgał nawet 90 proc. Rośnie liczba wnioskujących i średnia kwota oczekiwanego kredytu.
Foto: Adobestock

W lipcu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 43,08 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 38,75 tys. rok wcześniej, oznacza to wzrost o 11,2 proc. - podaje BIK. W porównaniu do czerwca br. było ich mniej o 9,7 proc. Średnia wartość wnioskowanego kredytu w lipcu wyniosła 328,0 tys. zł i jest wyższa o 14,6 proc. od wartości z lipca 2020 r. To najwyższy poziom w historii.

- Analizując obecną wartość Indeksu trzeba pamiętać, że w lipcu 2020 r. mieliśmy ujemny pandemiczny odczyt indeksu. Liczba osób wnioskujących wówczas o kredyt była o 6,4 proc. niższa niż w lipcu 2019 r. Banki zwiększyły wówczas swoje wymagania odnośnie wysokości wkładu własnego, co bezpośrednio wpłynęło na spadek wartości wnioskowanego kredytu, która była o 2 proc. niższa niż w lutym 2020 r., czyli w ostatnim miesiącu przed pandemią – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

W lipcu popyt na kredyty mieszkaniowe w ujęciu wartościowym nadal był w silnym trendzie wzrostowym zapoczątkowanym w grudniu 2020 r. Tylko od stycznia bieżącego roku średnia kwota wnioskowanego kredytu wzrosła o 21,5 tys. zł (7 proc.). To m.in. efekt rosnącej ceny mieszkań. - W tym przypadku ważne jest jednak, jaka jest relacja pomiędzy przeciętnym wynagrodzeniem a ceną metra kwadratowego nowej powierzchni mieszkaniowej. Np. w Warszawie szacuje się, że wynosi ona obecnie około 0,49, co oznacza, że za przeciętne wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw można zakupić niecałe pół metra kwadratowego nowego mieszkania. W porównaniu do 2018 r. relacja ta nieznacznie spadła z 0,53 na 0,49. Niemniej trzeba na bieżąco monitorować sytuację, bowiem w mojej opinii może być to jeden z czynników ograniczających popyt na kredyt hipoteczny – mówi prof. Rogowski.

Drugim z czynników może być zmiana podejścia do liczenia zdolności kredytowej dla kredytów powyżej 25 lat. - Pomimo możliwego dłuższego okresu na jaki kredyt może zostać udzielony (np. na 30 lat) to i tak zdolność kredytowa będzie liczona tak, jakby był on udzielony na maksimum 25 lat. W konsekwencji spowoduje to wzrost wartości raty kapitałowej a tym samym ograniczy możliwość udzielenia wyższego kredytu przy tych samych dochodach. Bowiem to właśnie wydłużanie okresu kredytowania, skutkujące obniżeniem raty kapitałowej przy tym samym poziomie dochodów, umożliwiało udzielanie kredytów hipotecznych na coraz wyższe kwoty w związku ze wzrostem cen nieruchomości. Nie powinno to jednak istotnie wpłynąć na sam popyt na nieruchomości, bowiem w większości jest on realizowany gotówkowo czyli bez wsparcia kredytem hipotecznym. Wynika to z faktu, że coraz częściej kupują mieszkania inwestorzy instytucjonalni i indywidualni za posiadane nadwyżki pieniężne. Bowiem brak alternatyw inwestycyjnych dla osób, które nie chcą inwestować na rynku finansowym, przy ujemnych realnych stopach zwrotu na depozytach i obligacjach skarbowych nieindeksowanych do inflacji, rodzi ich zainteresowanie rynkiem nieruchomości. W mojej opinii, te dwa czynniki mogą w pewnym stopniu ograniczyć przyszły popyt na kredyty mieszkaniowe, nadal jednak jestem pozytywnie nastawiony co do zainteresowania kredytami hipotecznymi w najbliższej przyszłości – dodaje prof. Rogowski.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.