– Ten rok nie będzie jeszcze prawdziwym sprawdzianem dla sektora bankowego. Będzie nim przyszły, kiedy nastąpi szczyt odpisów kredytowych i kosztów ryzyka w sektorze – mówi Piotr Mazur, wiceprezes PKO BP i szef ryzyka.
Portfel dość odporny?
Wyjaśnia, że dopiero wtedy firmy zaczną odczuwać skutki spowolnienia gospodarczego (mniejszego popytu i sprzedaży). Wtedy może skończyć się ich poduszka płynnościowa, szczególnie że wygasną wspierające przedsiębiorstwa programy rządowe, takie jak tarcza PFR, gwarancje BGK czy wakacje kredytowe. Będzie to widoczne w gorszej płynności i wynikach firm, przybędzie niewypłacalności, więc wzrosną koszty ryzyka banków.
– Wydaje się, że jesteśmy na taką sytuację bardzo dobrze przygotowani – ocenia Mazur. Wskazuje, że bank ograniczał ekspozycję na najbardziej ryzykownych klientów, czyli spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz samozatrudnionych, a udział branż najbardziej dotkniętych skutkami pandemii (hotele i restauracje, transport pasażerski, rekreacja i rozrywka) w portfelu kredytów ogółem wynosi tylko 1,3 proc. Dodatkowo bank wskazuje, że ma duży udział kredytów z gwarancjami BGK (75 proc. nowej sprzedaży i 56 proc. istniejącego portfela).
Bank zawiązał w wynikach I kwartału 228 mln zł rezerwy na pandemię, w głównej mierze dotyczy dopiero oczekiwanych strat kredytowych. – Nie wiemy, co dokładnie przyniesie przyszłość. Założyliśmy, że sytuacja będzie trudniejsza i zbudowaliśmy do tego odpowiedni model i tę przyszłą sytuację „przenieśliśmy" na I kwartał. Podobnie może być w II kwartale – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.