Analizy

Złoty pod presją, a na horyzoncie nie widać oznak poprawy

Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

W czwartek złoty próbował przeciwstawiać się podaży, która w ostatnim czasie zdołowała polską walutę. Poprawa była jednak skromna i nadal jest blisko najsłabszych poziomów od lat względem głównych walut.

Złoty umacniał się w czwartek o około 0,3 proc. względem dolara. Polska waluta odrabiała również straty wobec innych walut.

Foto: GG Parkiet

– Wydaje się, że w krótkiej perspektywie może nas czekać teraz krótkie odreagowanie wzrostów i nieznaczne umocnienie złotego. Jednak w dłuższej perspektywie nie ma obecnie szans na trwałość tej tendencji – uważa Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce.

Czwartkowe lekkie odreagowanie nie zmienia faktu, że od początku roku polska waluta osłabiła się względem amerykańskiej o 10 proc. W tym tygodniu za dolara płacono ponad 4,11 zł, czyli najwięcej od maja 2020 r. Poziom 4,43 zł przebił z kolei frank, a funt był wyceniany na ponad 5,55 zł.

– Słabość złotego, ale i walut w regionie, jest moim zdaniem konsekwencją siły dolara. Mocne dane z gospodarki amerykańskiej zwiększają przekonanie części uczestników rynku o szybszej normalizacji polityki monetarnej Fedu, co w konsekwencji umacnia USD. Indeks dolara amerykańskiego (DXY) do głównych walut rynków rozwiniętych rośnie i testuje kluczowy poziom 96,1 pkt., czyli zniesienie 50-proc. słabości od marca 2020 r. Siła USD wyraźnie przekłada się na słabość EUR/USD i test 1,13 z ryzykiem testowania niższych poziomów – mówi Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu analiz i doradztwa Noble Securities. Dodaje, że powyższe trendy globalne przekładają się na słabość złotego.

– USD/PLN przełamał opór na 4,00–4,05, co otworzyło przestrzeń do dalszej słabości z ryzykiem testu rejonu 4,30. Czynnikami zmiany trendu mogą być zachowanie obligacji (aktualnie paniczna wyprzedaż i wzrost rentowności do około 3,18 proc.), statystyka dotycząca Covid-19 (oczekiwany szczyt IV fali na początku grudnia br.) czy sytuacja na granicy polsko-białoruskiej – dodaje Kozłowski.

Z kolei Marcin Kiepas, analityk Tickmill nie uważa, żeby teraz znaczący negatywny wpływ na notowania złotego miało to, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej.

– Odnoszę wrażenie, że dla rynków finansowych jak na razie ten temat nie istnieje. Nie można jednak wykluczać, że również on się pojawi. Inwestorzy mogą się również obawiać, mając w pamięci to, co wydarzyło się na rynku walutowym w końcówce 2020 roku, że NBP, nawet dostrzegając ryzyka związane z trwającą przeceną złotego, przed końcem roku nie zrobi nic, żeby te ryzyka zminimalizować, bo bankowi centralnemu z powodów politycznych będzie przede wszystkim zależało na wygenerowaniu jak najwyższego zysku. Kończąca się kadencja prezesa Glapińskiego i niepewność co do jego drugiej kadencji ten strach rynku dodatkowo uwypuklają – mówi Kiepas. dos

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.