Jeszcze wczoraj po południu rynki próbowały szukać nowego poziomu równowagi po tym jak wcześniej spora część inwestorów wpadła w panikę - w efekcie zmienność we wtorek była duża. Wieczorem większość par dolarowych cofnęła się od swoich maksimów, jakie zostały ustanowione w ciągu dnia. Mieliśmy, zatem "przesilenie", ale raczej jeszcze nie punkt zwrotny. Nieco cofnęła się ropa naftowa po tym, jak rynki podchwyciły dwa wątki - liczba ataków rakietowych ze strony Iranu zaczęła wyraźnie maleć, co zdaje się wskazywać na sporą skalę zniszczeń dokonanych przez siły amerykańsko-izraelskie, choć z drugiej strony znacznie bardziej niebezpieczne mogą być zmasowane ataki odwetowe z użyciem dronów, których Irańczycy mają nadal wiele. Drugi temat to słowa Donalda Trumpa, który próbował przekonywać, że USA wezmą na siebie koszty ubezpieczeń transportu, a marynarka amerykańska może zapewnić ochronę statkom, które będą chciały przepłynąć przez cieśninę Ormuz, która pozostaje zablokowana. Trudno jednak ocenić, jak miałoby to rzeczywiście wyglądać, gdyż Irańczycy na razie są dość skuteczni w egzekwowaniu narzuconych przez siebie reguł - od weekendu ponad 10 tankowców zostało ostrzelanych przy próbie złamania zakazu przepływania przez cieśninę. W efekcie po cofnięciu we wtorek, w środę notowania ropy idą ponownie w górę, chociaż maksima nie zostały pobite.
Przełom na rynkach pojawiłby się wraz z sygnałami, że reżim w Teheranie chciałby "rozmawiać" - na razie sytuacja może być wręcz odwrotna. Izraelskie media podają, że Zjednoczone Emiraty Arabskie, oraz Arabia Saudyjska rozważają mocniejszą odpowiedź na ostatnie irańskie prowokacje, co de facto byłoby wciągnięciem kolejnych krajów do wojny. Jednocześnie trudno też ocenić, na ile zapowiadane "kluczowe i zmasowane" uderzenie w Iran zapowiadane wczoraj przez Donalda Trumpa i jego zastępców, jest już za nami, czy dopiero należy się go spodziewać.
Dzisiaj w kalendarzu makro jesteśmy już po danych PMI dla usług - odczyty za luty dla strefy euro wypadły minimalnie powyżej prognoz (51,9 pkt.). Większą uwagę zwróciły mieszane dane PMI z Chin, jakie napłynęły w nocy. Tak zwane rządowe PMI dla przemysłu i usług wypadły słabo, podczas kiedy wyliczenia prywatne (obejmujące więcej średnich firm) przyniosły mocno pozytywną niespodziankę. Kluczowe dane z USA zaczną spływać dzisiaj od godz. 14:15, kiedy poznamy wyliczenia ADP dla rynku pracy. Potem o godz. 15:45 usługowy PMI, a później wskaźnik liczony przez ISM (godz. 16:00). W obecnej, dość napiętej sytuacji odczyty makro mają niewielkie znaczenie, gdyż już teraz rzeczywistość ekonomiczna gwałtownie się zmienia za sprawą wydarzeń na rynkach surowców energetycznych...
EURUSD - mamy ogromną zmienność...
Ostatnie dane ze strefy euro to nieco lepsze odczyty PMI za luty, oraz wyższa inflacja HICP. To obraz, który może sugerować lekkie podbicie presji na Europejski Bank Centralny, który nie powinien wykonywać ruchów na stopach procentowych do końca roku. No dobrze, ale to teoria... a raczej historia. Trwający już szok podażowy na surowcach energetycznych sprawia, że ostatnie dane można w zasadzie wyrzucić do kosza... Pewne jest jedno, inflacja będzie wyższa, a wzrost gospodarczy słabszy - pytanie tylko na jak długo i jak duża będzie to zmiana względem spodziewanych do tej pory założeń w średnio i długoterminowych projekcjach.