Obecnie najwięksi przedstawiciele sektora Big Tech są wyceniani przy relatywnie niskich mnożnikach. Wynika to ze zmiany profilu tych spółek, które z podmiotów o niskiej intensywności kapitałowej stają się firmami wysoce kapitałochłonnymi. W rezultacie ich przyszłe zyski oraz zachowanie kursów akcji będą cechować się większą cyklicznością. To z kolei wymusza niższe wyceny, które muszą uwzględnić ten dodatkowy czynnik ryzyka.

W kontekście debaty o potencjalnym szczycie koniunktury, kluczowe dane napłynęły w środę po sesji od Micronu – czołowego producenta pamięci masowych. Spółka dała inwestorom jasny sygnał: niedobory podaży w jej segmencie mogą zakończyć się najwcześniej w roku kalendarzowym 2028. Na ten moment nie widać żadnych oznak słabnięcia popytu ani rychłego zrównoważenia rynku.

Główny dylemat, przed którym stają teraz inwestorzy, sprowadza się do dwóch scenariuszy: ryzyka pozostania z akcjami na szczycie cyklu po potężnych wzrostach lub ryzyka braku ekspozycji na rynek, podczas gdy supercykl AI może wynieść wyceny spółek o kolejne kilkadziesiąt procent w górę. Micron, pełniący funkcję rynkowego papierka lakmusowego, dał już jednoznaczną wskazówkę. Kolejnych sygnałów potwierdzających ten trend należy wypatrywać 15 i 16 lipca, gdy swoje wyniki opublikują ASML oraz TSMC – barometry hossy AI, a także w ostatnim tygodniu lipca, kiedy raporty finansowe przedstawią giganci technologiczni.