Choć czynników ryzyka nie brakuje od dawna, początek minionego tygodnia nie zapowiadał większych emocji, a już na pewno nie spodziewano się całej serii negatywnych impulsów.

Siła złego

Wtorkowa publikacja gorszych niż się spodziewano wyników przez Alcoę wzmogła obawy o kondycję amerykańskich spółek. Efektem był sięgający 1,2 proc. spadek S&P500 i zdecydowane przełamanie bronionego dotąd skutecznie poziomu 2150 punktów. Środowa lektura protokołu z poprzedniego posiedzenia Fedu utwierdziła inwestorów w przekonaniu, że w grudniu bez podwyżki stóp raczej się nie obędzie. Reakcja Wall Street była jednak bardzo powściągliwa, a indeksy nawet symbolicznie poszły w górę. Czwartkowy poranek przyniósł informację o zaskakująco mocnym, sięgającym 10 proc., spadku chińskiego eksportu. Import co prawda był niższy jedynie o 1,9 proc., ale spodziewano się jego wzrostu. Dane te być może nie spowodowałyby zbyt wielkiej reakcji, gdyby nie pojawiające się już wcześniej obawy związane z umacnianiem się juana. Przed trwającą przez pierwszy tydzień października świąteczną przerwą kurs dolara wynosił 6,67 dolara, w poniedziałek skoczył do 6,7 dolara, a w czwartek wzrósł do 6,74 dolara, przebijając czerwcowy lokalny szczyt i osiągając poziom najwyższy od grudnia 2010 r. Była to najbardziej dynamiczna tygodniowa zwyżka od stycznia, więc miały prawo wrócić wspomnienia o tym, co wówczas zaczęło się dziać na światowych rynkach. Wyjątkowo spokojnie zachowuje się natomiast giełda w Szanghaju.

W czwartek dramatu nie było, ale indeksy głównych europejskich parkietów zniżkowały po ponad 1 proc. Przysłużyły się temu także sięgające od 3 do ponad 4 proc. spadki notowań największych banków naszego kontynentu. Przodowały w tym instytucje włoskie, ale niemiecki Commerzbank niewiele im ustępował. Walory ratującego się sprzedażą aktywów UniCreditu i Deutsche Banku, sprawcy największego niepokoju, tym razem szły w dół jedynie po 2,9–3,6 proc.

Pozycja wyjściowa przed trzecią debatą prezydencką w Stanach Zjednoczonych oraz przyszłotygodniowymi danymi o dynamice chińskiej gospodarki za III kwartał, nie była więc w czwartek zbyt komfortowa dla byków. Co prawda pozycja Donalda Trumpa, straszącego do tej pory inwestorów, została mocno osłabiona wskutek publikacji jego „męskich rozmów w szatni" i to na tyle, że odwracają się od niego nawet jego partyjni koledzy. Ale do końca nie wiadomo, co do odkrycia z przeszłości Hillary Clinton może mieć jeszcze WikiLeaks.

Gra o ropę na dwa fronty

Sytuacja na rynku ropy naftowej nadal jest źródłem wielu emocji, a jej rozwój pokazuje, że nawet do pozornie prostej gry można wprowadzić tyle komplikacji, by stała się mało czytelna. Wydawało się, że po niedawnym ogłoszeniu wstępnego porozumienia dotyczącego ograniczenia wydobycia ceny surowca będą spokojnie zwyżkowały w oczekiwaniu na mające się odbyć pod koniec listopada posiedzenie OPEC. I właściwie tak się działo. Notowania WTI od końca września poszły w górę z około 45 do nieco ponad 51 dolarów za baryłkę, czyli o 13 proc. W tym czasie na „giełdzie" opinii pojawiły się wątpliwości, czy rzeczywiście do formalnego podjęcia decyzji przez kartel oraz część producentów spoza niego dojdzie. A jeśli dojdzie, to czy będzie ona w stanie rzeczywiście ustabilizować sytuację, czyli przyczynić się do zrównoważenia podaży i popytu. Do tego media systematycznie informowały o wzroście wydobycia w poszczególnych krajach do rekordowo wysokich poziomów. Taką taktykę można oczywiście zrozumieć. W końcu w wąsko pojętym interesie każdego z producentów jest rozpoczęcie ograniczania lub cięcia z możliwie najwyższego pułapu. Można się tylko zastanawiać, dlaczego te wątpliwości i informacje nie powstrzymały zwyżki notowań ropy. Odpowiedź łatwo znaleźć w statystykach dotyczących aktywności „spekulantów". Fundusze hedgingowe w ostatnich tygodniach do rekordowo wysokich poziomów zwiększyły wolumen długich pozycji na rynku. Tym sposobem inwestorzy finansowi wspierali rajd cen ropy, nie dając dojść do głosu niedźwiedziom. Gdy na początku minionego tygodnia notowania szykowały się do korekty, po dotarciu do poziomu lokalnego szczytu z czerwca, do akcji wkroczył Władimir Putin, oświadczając, że Rosja jest gotowa przyłączyć się do porozumienia w sprawie wydobycia. Pomogło to tylko na chwilę, bo w następnych dniach siła technicznego oporu dała jednak znać o sobie, spychając notowania w kierunku 50 dolarów za baryłkę.

Zwyżka cen ropy i perspektywa jej kontynuacji jest rozpatrywana coraz częściej w szerszym aspekcie. Głównie chodzi o wpływ na inflację, a w konsekwencji także na politykę banków centralnych, przede wszystkim zaś Fed oraz pobudzenie inwestycji w sektorze naftowym, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w krajach rozwijających się, czyli poprawę koniunktury w globalnej gospodarce. Tu znów obraz się komplikuje, bo inwestycje oznaczają wzrost produkcji surowca, oddalając perspektywę osiągnięcia równowagi podaży i popytu, a wzrost inflacji i amerykańskich stóp procentowych oznacza umocnienie dolara, a więc presję na ceny ropy. Czekanie na posiedzenie OPEC nie musi więc być nudne.

„Misie" tracą wigor

O ile WIG20 w ostatnich dniach starał się kontynuować zwyżkową tendencję, o tyle w segmencie małych i średnich spółek coraz bardziej widoczne stawało się osłabienie koniunktury. Wskaźnik blue chips co prawda szedł w górę już znacznie wolniej niż w pierwszych dniach października i z oporami, ale jednak za sukces można uznać utrzymanie się do czwartku powyżej 1750 punktów, mimo prób jego przełamania. Styl obrony to już zupełnie inna sprawa, ale liczył się efekt, osiągnięty w znacznej mierze dzięki odreagowaniu notowań firm energetycznych oraz zwyżkom cen akcji obu rafinerii i PGNiG. Czwartkowa sesja stanowiła triumf niedźwiedzi, wspieranych przez złe nastroje na światowych parkietach po danych o chińskim handlu zagranicznym. Wspomniany poziom 1750 punktów bez trudu został przełamany, przy znacznym udziale akcji KGHM, taniejących o ponad 3,5 proc. Największą siłę rażenia miał jednak przekraczający 5 proc. spadek notowań papierów Pekao. Po informacji o sprzedaży przez UniCredit pakietu akcji Fineco Bank może przyjść kolej na następną porcję walorów Pekao.

W perspektywie mamy wciąż gotowość rządu do ratowania górnictwa, o której przypomniała ostatnio premier Beata Szydło, „sprzątanie" w spółkach Skarbu Państwa, zapowiadane przez ministra Henryka Kowalczyka, oraz dyskusję nad ustawą spreadową, której koszt KNF oszacowała na 9,3 mld zł, a więc znacznie więcej niż pierwotnie zakładano.

mWIG40, choć w skali pierwszych czterech sesji minionego tygodnia spadek pogłębił jedynie nieznacznie i zdołał utrzymać się powyżej 4000 punktów, to jednak siłą nie grzeszył. Łagodny przebieg trwającej od drugiej dekady września korekty w znacznym stopniu ciągle zawdzięcza walorom JSW. W ostatnich dniach zwyżkowały one o ponad 20 proc., po informacji o ustaleniu benchmarkowej ceny węgla koksującego na świecie na poziomie 200 dolarów za tonę na ostatni kwartał roku. W przypadku sporej części mocnych fundamentalnie średnich firm widać było narastającą chęć realizacji zysków. Spadkowa tendencja jeszcze mocniej widoczna była w przypadku sWIG80, który nie ma takich „obrońców", jak choćby JSW. Choć sięgająca w skali czterech sesji 0,8 proc. zniżka nie wygląda specjalnie dramatycznie, to jednak należy odnotować, że to pierwszy tak słaby tydzień tego indeksu od ponad trzech miesięcy.

Poza naturalną skłonnością do korekty słabość segmentu małych i średnich spółek można kojarzyć ze zbliżającą się dyskusją na temat zmian w systemie emerytalnym. Pierwsze przecieki dotyczące rekomendacji wynikających z przeglądu rozwiązań w tym zakresie wzbudziły na razie tylko trochę „medialnego" niepokoju i spekulacji, ale mogą one w przyszłości bardziej podgrzać atmosferę.