Czasy, w których Polska była dla lokalnych windykatorów krajem miodem i mlekiem płynącym, dobiegają, a niektórzy twierdzą, że już dobiegły, końca. Rynek co prawda wciąż rośnie, ale już nie tak dynamicznie, jak jeszcze kilka lat temu. Jakby tego było mało naszym rynkiem zainteresowały się duże zagraniczne podmioty, które również mają chrapkę na długi Polaków. Lokalni gracze w takiej sytuacji mają dwa wyjścia: albo toczyć wyniszczającą walkę w kraju, albo poszukać szczęścia na innych rynkach. Zdając sobie sprawę z tego, że każda wojna przynosi ofiary, część windykatorów postawiła na to drugie rozwiązanie. Budowa biznesu za granicą to odważny, ale też i ryzykowny krok. Niemniej jednak gra jest warta świeczki.