Podkreślałem jednak, że może być pierwszym sygnałem świadczącym o stopniowym wyhamowaniu gospodarki. Najnowsze dane wpisują się właśnie w taki scenariusz. Raport NFP wyraźnie rozczarował, a skala odchylenia od rynkowych prognoz była naprawdę duża.

Najszybciej zmieniły się oczekiwania wobec Rezerwy Federalnej. Rynek praktycznie przestał zakładać możliwość podwyżki stóp procentowych we wrześniu, mimo że wcześniej dominowało przekonanie, iż Fed może zdecydować się jeszcze na co najmniej jeden taki ruch przed końcem roku. W ciągu zaledwie kilku publikacji makroekonomicznych inwestorzy przeszli od dyskusji o dalszym zacieśnianiu polityki pieniężnej do spekulacji o pierwszych obniżkach stóp procentowych.

Taka zmiana pokazuje, jak szybko potrafią ewoluować rynkowe oczekiwania. Dla banku centralnego rynek pracy pozostaje jednym z najważniejszych elementów przy podejmowaniu decyzji o stopach procentowych. Jeżeli kolejne raporty zaczną potwierdzać obecny kierunek, presja na utrzymywanie wysokich stóp będzie systematycznie malała.

Nie oznacza to jednak, że sytuacja na rynku pracy jest zła. Jeden raport nie zmienia wielomiesięcznego trendu i nie daje podstaw do wyciągania daleko idących wniosków. Amerykański rynek pracy nadal pozostaje relatywnie mocny, choć pojawia się coraz więcej sygnałów sugerujących, że jego odporność zaczyna słabnąć.

To właśnie kolejne miesiące będą miały kluczowe znaczenie. Rynek będzie analizował każdy raport z zatrudnienia znacznie uważniej niż dotychczas, próbując odpowiedzieć na pytanie, czy słaby NFP był jednorazowym odchyleniem, czy początkiem bardziej trwałego spowolnienia.

Największą obawą inwestorów może stać się scenariusz, w którym do uporczywie wysokiej inflacji dołączy pogarszająca się sytuacja na rynku pracy. Taki układ byłby zdecydowanie trudniejszy dla Rezerwy Federalnej, ponieważ oznaczałby konieczność pogodzenia walki z inflacją z coraz słabszą kondycją gospodarki.

Najlepiej na publikację danych zareagował rynek akcji. Inwestorzy zaczęli dyskontować scenariusz, w którym Fed nie tylko zrezygnuje z dalszych podwyżek stóp procentowych, ale w kolejnych miesiącach rozpocznie również cykl ich obniżek. Dla giełdy oznaczałoby to niższy koszt kapitału i bardziej sprzyjające otoczenie dla wycen spółek.

Warto jednak pamiętać, że Fed nie podejmuje decyzji na podstawie jednego raportu. Bank centralny będzie chciał zobaczyć, czy słabszy odczyt znajdzie potwierdzenie w kolejnych danych dotyczących zatrudnienia, dynamiki wynagrodzeń oraz inflacji. Dopiero seria słabszych publikacji mogłaby przesądzić o wyraźnej zmianie nastawienia decydentów. To sprawia, że każdy kolejny raport z rynku pracy będzie przyciągał wyjątkowo dużą uwagę inwestorów.

Dla rynku oznacza to również zmianę punktu ciężkości. Przez wiele miesięcy niemal cała uwaga skupiała się na inflacji i kolejnych decyzjach Fed. Teraz coraz większego znaczenia nabiera pytanie o kondycję amerykańskiej gospodarki. Jeżeli spowolnienie okaże się umiarkowane, scenariusz miękkiego lądowania pozostanie aktualny. Jeżeli jednak słabsze dane zaczną pojawiać się regularnie, rynek będzie musiał zacząć wyceniać nie tylko niższe stopy procentowe, ale również niższą dynamikę wzrostu gospodarczego i zysków spółek.

Na rynku często mówi się, że trend jest przyjacielem inwestora. Problem polega na tym, że dziś nikt nie wie, czy słaby raport NFP jest początkiem nowego trendu, czy jedynie jednorazowym potknięciem. Odpowiedź przyniosą dopiero kolejne miesiące, a to właśnie dane z amerykańskiego rynku pracy mogą stać się najważniejszym czynnikiem kształtującym nastroje inwestorów w drugiej połowie roku.

Mikołaj Sobierajski

Analityk Rynku Akcji XTB