Główne indeksy warszawskiego parkietu, czyli WIG20 i WIG, kontynuują fazę spadkowej korekty, ale wskaźnik średnich spółek daje sygnały powrotu do dobrej formy.

Wall Street jednokierunkowa

Na amerykańskim parkiecie od ponad ośmiu lat obowiązuje jeden kierunek ruchu. Młodszym czytelnikom przypominamy, że S&P500 przez kilka miesięcy w latach 2008–2009 osiągał wartości poniżej 1000 punktów. Kup, trzymaj i nie kombinuj – złośliwi mówią, że tę metodę wymyślono specjalnie dla Amerykanów. Działa niezależnie od tego, czy dane są dobre, czy złe i czy Fed obniża, czy podnosi stopy procentowe. Eksperci, głoszący jeszcze do niedawna, że hossa jest już mocno dojrzała i lada moment się skończy, pochowali się po kątach. W mediach przebijają się czasami głosy tych, którzy przekonują, że akcje są przewartościowane, a redaktorzy w rubryce „ciekawostki" publikują nawoływania nielicznych guru do zajmowania krótkich pozycji albo trzymania gotówki. Tymczasem podobno trwają prace nad wprowadzeniem zasady, by pensje przelewać bezpośrednio na rachunki maklerskie, dzięki czemu rozwiąże się problem zbyt wolno rosnących płac, nie narażając firm na niepotrzebne koszty.

Tak czy inaczej, od 18 maja, czyli od dnia, w którym nasz WIG20 zaczął żegnać się z poziomem 2300 punktów, S&P500 rozpoczął kolejną serię zwyżek, w wyniku której do minionego czwartku zyskał 3 proc. i dotarł do 2430 punktów, bijąc kolejny rekord wszech czasów. Fed już na kwietniowym posiedzeniu sygnalizował, że wyceny akcji znajdują się powyżej historycznych średnich. Ciekawe, co Janet Yellen powie na ten temat w czerwcu i jak na to zareagują inwestorzy. W każdym razie Rezerwa Federalna może zacząć obawiać się oskarżeń, że przyczyniła się do wyhodowania spekulacyjnej bańki, i zastanawiać się, co zrobić, by delikatnie spuścić z niej powietrze.

Mario Draghi w roli głównej

O ile w amerykańskiej polityce pieniężnej niemal wszystko jest jasne, przynajmniej w najbliższej perspektywie, to z europejską sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Niby wszyscy są przekonani, że wkrótce nastawienie Europejskiego Banku Centralnego musi ulec zmianie, ale jest problem z rozszyfrowaniem słowa „wkrótce". Jednoznaczny ton niedawnych wypowiedzi Mario Draghiego sugeruje, że nie odnosi się ono do daty 8 czerwca. Choć stwierdził on, że EBC dostrzega poprawę sytuacji gospodarczej w strefie euro, to jednocześnie podkreślał konieczność kontynuacji wsparcia ze strony polityki pieniężnej. Raczej więc nie będzie mu łatwo zmienić zdania do najbliższego czwartku. Nie można jednak wykluczyć, że zasygnalizuje on możliwość zmiany nastawienia, sugerując nie tyle termin, ile określając warunki, jakie muszą być spełnione, by do tego doszło. Właściwie brakującym elementem jest tylko przyspieszenie inflacji, która akurat chwilowo przyspieszyć nie chce, dając Draghiemu możliwość gry na czas. Wszystko wskazuje na to, że nie zostało go jednak już zbyt wiele. Gospodarka strefy euro może nie pędzi, ale rośnie szybciej niż amerykańska, a wskaźniki nastrojów są na rekordowo wysokich poziomach, sugerując, że lada moment wejdzie w fazę boomu. Tego optymizmu nie potwierdza zachowanie głównych giełd. DAX nadal idzie w bok, nie mogąc od trzech tygodni odkleić się od poziomu 12 600 pkt, a CAC40 testuje 5300 pkt.

Foto: GG Parkiet

Nie można jednak nie zauważyć, że poza poprawą w gospodarce w Europie nie brakuje czynników ryzyka i niepewności, które mają prawo powstrzymywać ruch indeksów w górę. 8 czerwca odbędą się wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii. Do niedawna wszystko było przesądzone. Pozycja Theresy May i jej partii miała zdecydowanie wzrosnąć, dając mocniejszy mandat i więcej swobody w negocjacjach Brexitu. Tymczasem najnowsze sondaże wskazują, że wszystko idzie w przeciwnym kierunku. Nie wiadomo więc, co się stanie 8 czerwca i jaki to będzie mieć wpływ na negocjacje. Od 11 do 18 czerwca inwestorzy będą też śledzić wydarzenia na francuskiej scenie politycznej, od wyniku których zależeć będzie układ sił nie tylko we Francji, ale i kierunek polityki Unii Europejskiej. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze kwestie greckiego zadłużenia i reform oraz kolejne problemy włoskich banków. Sytuacja na giełdach w Atenach i Mediolanie nie sygnalizuje niepokoju, ale rentowność obligacji greckich i włoskich poszła w ostatnich dniach mocno w górę.

Niepewność na emerging markets

W ostatnich dniach na rynkach wschodzących mieliśmy do czynienia z wahaniami nastrojów. MSCI Emerging Markets po ataku na lokalny szczyt z połowy maja wyraźnie się cofnął, by w czwartek ponownie zacząć odzyskiwać siłę. Sytuacja powinna wyjaśnić się w najbliższych dniach. Z jednej strony rynkom wschodzącym pomagał słaby dolar oraz nadzieja, że po czerwcowej, przesądzonej już podwyżce stóp Fed zrobi przerwę w zaostrzaniu polityki pieniężnej. Z drugiej strony można było odczuć presję ze strony rynku surowcowego oraz niepokój związany z danymi z Chin. Taniejąca ropa sprowadziła indeks giełdy moskiewskiej do poziomu najniższego od marca. W minionym tygodniu do czwartku RTS zniżkował o ponad 2,5 proc., a od szczytu z końca stycznia stracił 12,5 proc. Wskaźnik parkietu w Brazylii po niedawnym tąpnięciu trzyma się w pobliżu poziomu najniższego w tym roku. Widać wyraźne zróżnicowanie sytuacji na giełdach naszego regionu, gdzie w dół idą indeksy w Moskwie, Warszawie, Pradze i Bratysławie, a zyskują na Ukrainie i Węgrzech oraz w Bułgarii i przede wszystkim w Rumunii.

Spadek PMI dla chińskiego przemysłu poniżej 50 punktów oraz ograniczanie płynności przez władze monetarne nie spowodowały wyraźnej reakcji na giełdzie w Szanghaju, jednak psują nastroje na rynku surowców oraz mogą odbić się negatywnie na nastawieniu inwestorów do rynków wschodzących.

Bezradny jak OPEC

Notowaniom ropy naftowej nie była w stanie pomóc ani niedawna decyzja OPEC, ani ostatnie dane o bardzo dużym spadku zapasów w USA. Cena WTI spadła pod koniec minionego tygodnia poniżej 48 dolarów za baryłkę, a Brent zeszła poniżej 50 dolarów. Nie zanosi się więc na zmianę tendencji, a perspektywa powrotu w okolice poziomów z pierwszych miesięcy roku, czyli 55 dolarów, wydaje się obecnie dość odległa. Przeciw zwyżce przemawia sytuacja w Chinach, wzrost dostaw z Libii oraz oczywiście produkcja z amerykańskich łupków i zapowiedzi Donalda Trumpa o redukcji poziomu rezerw strategicznych. Równoważenie podaży i popytu odsuwa się w czasie.

Nadchodzący tydzień przyniesie kolejną serię danych z chińskiej gospodarki. Jeśli potwierdzą one sygnały wysłane przez przemysłowy PMI, można się spodziewać pogorszenia nastrojów na rynku surowców. Notowania miedzi do minionego czwartku nieznacznie zwyżkowały, ale w piątkowy poranek kontrakty terminowe na ten metal spadały o 1 proc., sugerując możliwość powrotu do głównej tendencji, panującej od połowy lutego. W tym czasie straciły one ponad 8 proc. Cena złota trzyma się od połowy maja na poziomie nieco powyżej 1260 dolarów za uncję, nie przejawiając większej chęci do zmian.

Nieudana majówka w Warszawie

Majowy spadek WIG20 o 4 proc. był najgorszym miesięcznym wynikiem od września ubiegłego roku. Przed rokiem w maju stracił 4,7 proc., można więc powiedzieć, że jest lepiej, tym bardziej że wówczas spadki nękały inwestorów od kwietnia do czerwca. Trwająca od 10 maja korekta zabrała indeksowi 5 proc. i ostudziła entuzjazm graczy. W krótkim czasie nasz parkiet z pozycji lidera spadł do grona zachowujących się najgorzej. Choć ostatnio wykazywał daleko posuniętą niezależność od wpływów otoczenia, ten stan może ulec zmianie. W prognozowaniu sytuacji warto śledzić to, co będzie działo się na emerging markets. Po przetestowaniu w miniony czwartek wsparcia w okolicy 2265 punktów, przy sprzyjających okolicznościach można się spodziewać odreagowania i próby powrotu do poziomu 2300 punktów, ale widoczna w poprzednich dniach spora zmienność nastrojów w odniesieniu do walorów poszczególnych blue chips znacznie utrudnia ocenę perspektyw. Przykładów dostarczały ostatnio notowania choćby PKO BP czy KGHM, jednego dnia zniżkujące o 3 proc., a kolejnego o tyle samo idące w górę. Na wyklarowanie się tendencji trzeba będzie więc chwilę poczekać. Zachowanie spółek z udziałem Skarbu Państwa wciąż jest mało przewidywalne. Choć większość z nich jest chwalona za poprawę wyników, to zagadką jest, czy tę poprawę odczują inni akcjonariusze w formie dywidendy, a dodatkowo nie widać końca kadrowej karuzeli.

Po okresie słabości, do formy zdają się wracać średnie firmy. Pierwsza połowa tygodnia przyniosła testowanie przez mWIG40 poziomu 4800 punktów, ale w końcówce był on już 100 punktów wyżej. I w tym gronie nie brakowało gwałtownych zmian nastrojów, czego doświadczyli najmocniej posiadacze akcji Budimeksu. Sięgające 6–9 proc skoki notowań w różnych kierunkach to jednak nic w porównaniu z tym, co się dzieje z papierami Petrolinvestu, choć to już zupełnie inna kategoria.