To miało być oszałamiające zwycięstwo premier Theresy May i jej Partii Konserwatywnej. W dniu ogłoszenia przedterminowych wyborów parlamentarnych sondaże dawały konserwatystom przewagę nad Partią Pracy przekraczającą 20 pkt proc. Ostatnie sondaże wskazują, że przewaga zmalała do zaledwie 3 pkt proc.
Premier May liczyła, że wybory przyniosą jej stronnictwu silną przewagę w parlamencie i mocny mandat do negocjacji w sprawie Brexitu. Teraz wygląda na to, że mandaty zdobędzie mniej konserwatystów niż w poprzednich wyborach. Układ sił w Izbie Gmin będzie dość niestabilny, a mandat premier May osłabiony – o ile oczywiście obecna szefowa rządu utrzyma się na stanowisku. Nie można bowiem wykluczyć, że Partii Pracy uda się stworzyć koalicję rządzącą z Liberalnymi Demokratami i Szkocką Partią Narodową. Wówczas premierem zostałby pewnie Jeremy Corbyn, przywódca Partii Pracy, który dotychczas był pod ostrzałem sporej części brytyjskich mediów za swoje radykalne, „trzymane w formalinie przez 30 lat" lewicowe poglądy.