Polski rząd w założeniach do ustawy budżetowej na przyszły rok zapisał wzrost PKB o 3,8 proc. Tymczasem według najnowszych prognoz Morgana Stanleya, wzrost gospodarczy Polski zwolni wtedy do 3,4 proc., z 4,1 proc. w tym roku. Z czego miałoby wynikać to spowolnienie?
Częściowo będzie to po prostu efekt wysokiej bazy odniesienia z 2017 r. Nawet, jeśli w ujęciu kwartał do kwartału gospodarka będzie nadal rosła szybko, wzrost w ujęciu rok do roku może być z tego powodu niższy niż w tym roku. Są też dobre powody, aby spodziewać się wyhamowania wzrostu konsumpcji po roku obowiązywania program 500+. Od połowy 2016 r. rośnie ona w imponującym tempie ponad 5 proc. rocznie (chodzi o wzrost zannualizowany, czyli taki, jaki zostałby osiągnięty w ciągu roku przy danym tempie wzrostu kwartał do kwartału – red.). To się raczej nie utrzyma. Dodatkowo spodziewamy się pewnego pogorszenia koniunktury na głównych rynkach eksportowych Polski. Zagadką pozostaje też wzrost inwestycji, które od ponad roku zaskakują słabością. Przyznaję jednak, że jeśli nasze prognozy na 2018 r. okażą się błędne, to raczej będą zbyt niskie niż zbyt wysokie.