Najnowsze dane o wynagrodzeniach potwierdzają wygasanie presji płacowej w gospodarce. – To istotna informacja z punktu widzenia polityki pieniężnej, ponieważ silny wzrost wynagrodzeń był w ostatnich latach jednym z czynników podtrzymujących inflację w sektorze usług – podkreśla Jan Karczewski, dyrektor ds. klientów strategicznych z Michael/Ström DM. Jak zauważa, obecnie RPP jako główne źródła ryzyka inflacji wskazuje przede wszystkim potencjalne szoki związane z cenami energii oraz możliwość dalszego przenoszenia wzrostu cen na kolejne obszary gospodarki.

– Sprzedaż detaliczna przyspieszyła w maju do 3 proc. r/r i jesteśmy bliżej precyzyjnego pomiaru siły polskiego konsumenta niż w marcu (+8,7 proc. r/r) i kwietniu (+1,3 proc. r/r) – komentują ekonomiści Banku Pekao. – Skończyło się tankowanie paliw pod korek, pogoda pomogła sprzedaży odzieży i obuwia, sprzedaż dóbr trwałych mocno lekko odbiła. Po nastrojach konsumentów widać, że wojna w Zatoce nie zrobiła im większej krzywdy. Tym niemniej, realny wzrost dochodów wyhamował w stosunku do poprzedniego roku (niski wzrost płac + wyższa inflacja) – stwierdzają. Według nich kondycja konsumentów jest dobra, „ale w obecnych warunkach (dość wysokie stopy procentowe) trudno będzie oszukać przeznaczenie, które wyznacza im hamowanie realnego dochodu.” Jak zauważają, dane o wynagrodzeniach wyraźnie pokazują, że wzrost dochodów będzie w tym roku wyraźnie słabszy niż w 2025 r. Oznacza to, że konsumpcja prywatna będzie kontrybuować mniej do wzrostu PKB. Rok 2026 nie miał być rokiem konsumenta i nim nie będzie – podsumowują ekonomiści.

Czytaj więcej

W ostatnich dwóch latach 18 proc. Polaków nie miało pieniędzy na realizację marzeń

Ekonomiści PKO BP są nieco większymi optymistami. – Utrzymujący się wzrost sprzedaży wskazuje na odporność konsumentów w trzecim miesiącu szoku naftowego. Relatywny optymizm konsumentów potwierdzają też dane o nastrojach – obawy przed negatywnym wpływem cen paliw na konsumpcję w maju i w czerwcu istotnie osłabły – zauważają.

Wzrosną stopy?

A co na to konsumenci? Na początku roku wydawało się, że przyjdzie czas na zakupy. Depozyty bieżące wzrosły w ciągu czterech miesięcy o niemal 64 mld zł. Ale w maju przyrost wyniósł zaledwie niecałe 1,4 mld zł. A może zakupy na kredyt? Nic z tego. Z danych NBP wynika, że w ciągu czterech miesięcy wartość kredytów konsumpcyjnych dla osób prywatnych wzrosła o niecałe 7,7 mld zł. Wprawdzie wartość pieniądza gotówkowego w obiegu wzrosła o 4,6 mld zł, tj. 1,0 proc., do 482,5 mld zł, ale to jeszcze nie jest zapowiedź wzrostu konsumpcji. Czy zatem oczekiwanie na wzrost stóp? Ten ruch nie jest wykluczony. Jak zauważa Jan Karczewski, choć komunikacja prezesa NBP oraz pozostałych członków RPP wskazuje na stabilizację stóp procentowych w najbliższych kwartałach, warto zwrócić uwagę na ostatnie decyzje banków centralnych w regionie. – Zarówno Europejski Bank Centralny, jak i bank centralny Czech zdecydowały się w czerwcu na podwyżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych – przypomina. 

Czytaj więcej

Polacy owszem, kapitał gromadzą, ale go nie pomnażają

Ceny czy urlop?

Wspomniany relatywny optymizm konsumentów mogą wspierać sklepowe ceny. Analiza blisko 90 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4 proc. r/r. W kwietniu wzrost r/r. był na poziomie 3,7 proc., z kolei w marcu – 3,8 proc. r/r. Widać, że w sklepach wciąż jest drogo, ale dynamika wzrostów coraz bardziej słabnie. Według autorów raportu „Indeks cen w sklepach detalicznych”, autorstwa UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito, to w dużej mierze efekt cen żywności, które ostatnio poszły w górę rok do roku o 2,4 proc. Ten wynik jest poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Do tego jest wyraźnie niższy niż w poprzednich miesiącach. W kwietniu i marcu wynosił odpowiednio – 3,3 proc. i 3,2 proc. r/r.

– Ważne jest, aby poprawę sytuacji prawidłowo interpretować. Ceny nie spadają, tylko wolniej rosną. To zasadnicza różnica, którą trzeba na każdym kroku podkreślać. Dla przeciętnego konsumenta oznacza to, że portfel jest obciążany nieco mniej dotkliwie niż kilka miesięcy temu, ale skumulowany efekt poprzednich podwyżek wciąż jest bardzo odczuwalny – komentuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

W kontekście niższej dynamiki wzrostu depozytów warto jednak pamiętać, że zaczął się sezon urlopowy, a coraz mniej Polaków deklaruje, że nie przeznaczy żadnych pieniędzy na wakacyjny wypoczynek. Z badania Rankomat.pl wynika, że największa grupa respondentów, 18 proc., planuje budżet od 3 do 5 tys. zł. Tylko 9 proc. ankietowanych nie planuje żadnych wydatków na wakacyjny wypoczynek. To wyraźnie mniej niż rok wcześniej, kiedy taką odpowiedź wskazywało 15 proc. badanych. 17 proc. respondentów nadal nie wie, ile ostatecznie przeznaczy na urlop.