W zeszłym tygodniu wielu inwestorów oraz obserwatorów rynku zastanawiało się gdzie znajduje się linia wsparcia, która nie zostałaby w najbliższym czasie pokonana. Ci którzy nakreślali ją, dla indeksu WIG, na poziomie 14500 - 14700 pkt. nie pomylili się. Linia ta właściwie ani razu nie była testowana, choć indeks zbliżył się do niej osiągając 14929 pkt. To lokalne minimum nastąpiło w miniony piątek jednak do tej pory nie ma jednoznacznej linii oporu. Ponadto trudno jednoznacznie określić czy zaczęła się już trwalsza formacja wzrostowa oraz czy wreszcie należałoby szukać linii oporu.

Odpowiedzi na te pytania najprawdopodobniej, po raz kolejny, przyniosą najbliższe wydarzenia w Stanach Zjednoczonych. Trudno powiedzieć czy ostatnie bardzo nerwowe i dynamiczne sesje za oceanem wreszcie się zakończą. Sesje, podczas których dochodzi do gwałtownych zarówno wzrostów jak i spadków wartości akcji wywołujących niepewność oraz mącących obraz rynku. Po wzroście indeksu giełdy elektronicznej NASDAQ o ponad 7,7% na wczorajszej sesji, było prawie pewne, że może on przynieść w Warszawie jedynie wzrosty. Z sytuacją taką mieliśmy także do czynienia na początku obecnego tygodnia. Wtedy to, gdy po piątkowej sesji w Stanach Zjednoczonych indeks NASDAQ gwałtownie wzrósł, w poniedziałek na warszawskim parkiecie nastąpiło także silne, choć znacznie mniejsze w swojej skali, odbicie notowanych akcji.

Trudno powiedzieć jak długo będzie trwała ta korelacja warszawskiego parkietu z amerykańskim. Nie wiadomo kiedy rodzimi inwestorzy zauważą, że istnieją przecież znaczne różnice w sytuacji tak ekonomiczno-gospodarczej jak i politycznej. Czy zatem dzisiejszy popołudniowy wzrost indeksu NASDAQ (zakładając, że ta tendencja utrzyma się do końca sesji) jednak ponownie spowoduje, że w poniedziałek na warszawskim parkiecie nadal będzie gościł byk...

Mariusz Łada DM BOŚ SA.