Dzisiaj naszą giełdę niewątpliwie czeka trudny dzień. Wszystko za sprawą tego, że w krótkim okresie czasu skumulowało się wiele negatywnych informacji. Naszemu rynkowi nie sprzyja krajowe otoczenie makro ani koniunktura na rynkach światowych. Wszystko to dopełniają pesymistyczne wystąpienia i wywiady prasowe udzielane przez polityków i ekonomistów. Dlatego łatwo zrozumieć nastroje panujące wśród inwestorów giełdowych oraz ich reakcje.
Przed dzisiejszą sesją szczególnie niepokoją mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, przebicie z impetem przez Dow Jones'a ważnego wsparcia na poziomie 10300 pkt. Tego nasz rynek nie ma jeszcze w cenach. Niestety nie dostrzegam również czegoś, co mogłoby odwrócić negatywną tendencję na Wall Street. Spekulacje na temat obniżki stóp procentowych powoli tracą sens, tym bardziej, że coraz częściej mówi się iż 50 pkt. bazowych Wall Street ma już w cenach. Trudno mi natomiast uwierzyć, że Fed obetnie stopy o np. 75 pb. Po drugie, bardzo niepokojąca jest wspominana wcześniej szerokość rynku w spadkach. Pod wpływem wydarzeń na Nasdaq krajowi inwestorzy niejako przyzwyczaili się do minikrachów na spółkach TMT. Wczoraj podobne rzeczy miały miejsce w przypadku walorów "starej gospodarki": banków i firm produkcyjnych. Taki stan rzeczy wskazuje na generalne odejście od akcji.
Obecnie należy się zastanowić jakie czynniki mogłyby doprowadzić do uspokojenia sytuacji.
Pewne nadzieje można wiązać z krajowymi danymi makro (inflacja i produkcja) oraz posiedzeniem Fed w Stanach Zjednoczonych. Już teraz warto odsunąć emocje na bok i dostrzec, że wycena rynkowa wielu silnych fundamentalnie spółek jest atrakcyjna w średnim terminie.
Patryk Chycki