Wczoraj, kolejny dzień z rzędu nasz rynek pokazał dużą siłę i niezależność. W sytuacji gdy europejskie giełdy traciły prawie po -4%, GPW jak zwykle ostatnio radziła sobie całkiem nieźle. Ten układ był konsekwencją niezłomnej wiary w odbicie na Wall Street. Każdy kto uważnie obserwował wczorajsze wydarzenia w Nowym Jorku może przypuszczać, czego należy się spodziewać się na ostatniej w tym tygodniu sesji w Warszawie.
Korzystny układ trzech czynników powinien zaowocować wzrostem indeksów na dzisiejszej sesji. Po pierwsze, ostatnia godzina handlu na NYSE przyniosła znaczną poprawę indeksu Dow Jones. DJ chwilami tracił już prawie 4%, ale ostatecznie zamknął się na -1%. Dzięki temu powstała świeca "młot" na dużym wolumenie, co daje do myślenia. Po drugie, od wzrostów (odreagowania) rozpocząć się powinny notowania w Europie, to też nie pozostanie bez wpływu na GPW. Po trzecie wreszcie, kontrakty na amerykańskie indeksy również zmieniły kierunek i dziś od rana notowane są "na plusach". Nie należy też zapominać o wczorajszych wypowiedziach min. Bauca na temat inflacji i oczekiwaniu na przyszłotygodniowe posiedzenie RPP. Póki co jednak większość ekonomistów i analityków uważa, że żadne zmiany w polityce monetarnej nie nastąpią.
Podsumowując powyżej wskazane okoliczności uważam, że zrozumiały jest umiarkowany optymizm. Końcówka giełdowego tygodnia raczej nie zawiedzie krajowych inwestorów. Pomimo to nie należy zapominać o sytuacji średnioterminowej. Cały czas nie wygląda ona dobrze. Coraz większe nadzieje można natomiast wiązać z indeksem Nasdaq.
Patryk Chycki
DOM MAKLERSKI BSK S.A.