Piątkowe notowania z pewnością poprawiły humor inwestorów giełdowych. Finisz czwartkowej sesji na Wall Street stanowił wyraźny sygnał, że za oceanem zbliża się czas korekty po ostatniej fali spadków. Dobry klimat na parkietach europejskich w połączeniu z poziomem notowań kontraktów na amerykańskie indeksy sprawił, że główne barometry warszawskiej giełdy wczesnym popołudniem zyskiwały po około 2%. Najwięcej rosły walory sektora TMT do czego znacznie przyczyniła się czwartkowa aprecjacja Nasdaqa. Warto jednak zwrócić uwagę, że równie dobrze zachowywały się spółki budowlane oraz niektóre banki i firmy produkcyjne. Duża szerokość rynku we wzrostach świadczy o jego sile. Niepokoi jedynie niski poziom obrotów.
Specyfikę ostatnich kilku sesji stanowi fakt, że praktycznie przez cały tydzień nasz rynek demonstrował dużą siłę i niezależność. Ta sytuacja była konsekwencją niezłomnej wiary w odbicie na Wall Street i prawdopodobnie pieniędzy OFE. Przetrzymanie dwukrotnie 200-punktowych spadków DJ-a może świadczyć, że korelacja z tamtym rynkiem ulega osłabieniu. Obecnie trudno jest zaakceptować powyższą tezę.
Krótkoterminowa, sytuacja techniczna niewątpliwie poprawiła się. MACD dzienne na głównych indeksach przecięły linie sygnalne i rosną w kierunku równowagi. Pomimo to nie należy zapominać o sytuacji średnioterminowej. Cały czas nie wygląda ona korzystnie. Do poważniejszego wejścia na rynek zniechęca brak formacji odwrócenia, układ wolumenu i przede wszystkim brak korzystnych informacji z otoczenia rynkowego. Za podstawowe zagrożenie dla kontynuacji korekty postrzegam sytuację na Wall Street, nadziei można upatrywać we wtorkowym posiedzeniu RPP.
Patryk Chycki
DOM MAKLERSKI BSK S.A.