Poniedziałkowe notowania na Wall Street zakończyły się spadkiem Nasdaqa (-0,5%) i wzrostem Dow Jonesa (+1,9%) oraz S&P 500 (+1,1%). Główną przyczyną wczorajszego spadku Nasdaqa była zniżka cen w sektorze półprzewodników. Philadelphia Stock Exchange Semiconductor Index spadł wczoraj o 3,7%. Spadek ten wynikał głównie z ogłoszenia przez PMC-Sierra ostrzeżenia dotyczącego wyników za ten kwartał oraz informacji o zamierzonych zwolnieniach. Akcje spółki straciły na wartości 5%. Spadki Nasdaqa wynikały również z obniżenia rekomendacji dla Cisco przez UBS Warburg (akcje Cisco spadły o 4,4%) i Nortela przez Lehman Brothers (odpowiednio o 2,8%).

Z kolei do wzrostu Dow Jonesa przyczyniły się głównie akcje 3M (+2,2%), United Technologies (+7,1%) i Boeinga (+4,7%). Z kolei słabo zachowały się akcje Johnson & Johnson, które spadły o 3,2%. Przyczyną tego spadku było ogłoszenie zamiarów kupna dystrybutora leków Alza. Akcje tej ostatniej spółki zyskały wczoraj na wartości 29%.

Wczorajsza sesja nie wniosła wiele nowego do całej sytuacji. Co gorsza, nawet pomimo wzrostu Dow Jonesa, pojawiły się kolejne opinie, że ten indeks ma jeszcze przed sobą minimum, które będzie stanowić bazę dla przyszłego trendu wzrostowego. Obecnie koniunktura na Wall Street zależy wciąż od sytuacji gospodarczej w USA. Dzisiaj o godzinie 15.30 naszego czasu będą ogłaszane dane dotyczące zamówień na dobra trwałego użytku w lutym. Prognozy mówią o wzroście na poziomie 0,3%. Jeżeli dane będą słabsze od tych oczekiwań, zwiększą się obawy o recesję. Z kolei mogą zwiększyć się również nadzieje na obniżkę stóp. O tym może wspomnieć dzisiaj Alan Greenspan w swoim popołudniowym przemówieniu. Istotną informacją jest także to, że zbliża się sezon ogłaszania wyników spółek za I kwartał tego roku. W tej chwili bardzo trudno ocenić, jaka będzie reakcja rynku na wyniki. Wiadomo, że będą one słabe, a rynek takich wyników oczekuje. W praktyce więc większe znaczenie dla dalszego rozwoju wydarzeń będą miały oczekiwania dotyczące koniunktury gospodarczej w dalszej części roku. Perspektywa znaczącej poprawy oddala się i obecnie nie mówi się o drugiej połowie roku, ale raczej o ostatnim kwartale. Jest to czynnik, który może odpowiadać za prognozowane przez dużą część obserwatorów rynku w USA osiągnięcie kolejnych minimów przez tamtejsze indeksy.