Poniedziałkowa sesja na Wall Street przyniosła spadki cen akcji: DJIA 9777.93pkt. (-1.02%), Nasdaq 1782.97pkt. (-3.11%) i S&P 500 1145.87pkt. (-1.25%). Inwestorzy zamykali pozycje pod wpływem niepokojów politycznych i złych wiadomości ze spółek, nie pomogły nawet korzystne dane makro.
Zdecydowanie źle odebrano wzrost napięcia na linii USA - Chiny, po "incydencie z przymusowym lądowaniem". Wskaźnik NAPM, mierzący aktywność produkcyjną w USA (43,1 pkt. w marcu) okazał się lepszy od oczekiwań analityków, ale nie wystarczył aby ceny akcji poszły w górę, umocnił się jedynie dolar. Wprawdzie pierwszy raz od 8 miesięcy NAPM wzrósł, jednak nadal znajduje się on poniżej granicy 50 punktów, co oznacza brak tendencji rozwojowych w gospodarce. Na Wall Street najczęściej padało pytanie " czy dno jest już za nami i poprawa NAPM będzie kontynuowana ?". Analizując ostatnie wypowiedzi J. Welch'a (GE) i J.Chamber'sa (Cisco) na temat gospodarki trudno być optymistą.
Odnośnie wiadomości za spółek, to warto tylko wskazać, że zdecydowanie przeważały te niekorzystne. Ostrzeżenie o przyszłych zyskach wystosował American Express. Po sesji podobnie uczyniły: Inktomi, Broadvision, Ariba, Redback Networks i kilka innych spółek. Redukcje zatrudnienia nastąpią m.in. w: Du Pont, i2 Technologies i amerykańskim oddziale Alcatela. Do tego Lehman Brothers obniżył rekomendacje kilku spółkom.
Wszystkie te informacje sprawiły, że Dow Jones nawet nie próbował naruszyć poziomu 10 tyś. pkt. (intraday), a Nasdaq zamknął się pierwszy raz poniżej granicy 1800pkt. Średnioterminowa sytuacja techniczna wciąż nie daje podstaw do optymizmu. Dzisiejszą sesję zdeterminują dane makro (zamówienia w przemyśle) i informacje ze spółek.
Patryk Chycki