W wielu komentarzach po wczorajszej sesji pojawiała się opinia, że była ona dziwna. To odczucie wynikał z tego, że zostało definitywnie przełamane wsparcie, wynikające z usytuowania świecy z 11 lipca, w której obszarze przebiegały notowania w piątek i poniedziałek, ale nie towarzyszyły temu zbyt duże emocje. Można nawet powiedzieć, iż notowania przebiegły na większości spółek spokojnie. Część z nich nawet w ogóle nie spadła. Ale mieliśmy też kilka walorów, które bardzo znacząco się przeceniły i to one głównie wpłynęły na negatywny obraz sesji. Do zniżek dołączyło też kilka walorów, które do tej pory konsekwentnie opierały się kolejnym atakom byków, co wbrew pozorom jest pozytywnym sygnałem. Wystarczy tylko przypomnieć kształtowanie lokalnego dołka w połowie maja, kiedy stało się tak samo.
Warto też zwrócić uwagę na osiągniecie przez WIG20 dolnego ograniczenia kanału spadkowego, jakim można opisać obecną bessę. Ciekawe jest też zestawienie długości dwóch fal: marzec ? październik 2000 r. oraz trwającej od końca grudnia ub.r. Przyjmując podstawową zależność w teorii fal Elliott?a, czyli równość fal a i c widzimy, że znaleźliśmy się w dość istotnym momencie. Mianowicie w pierwszym z wymienionych okresów indeks stracił 39,5% i tyleż samo stracił do wczoraj od grudniowego szczytu. Oczywiście tu opieram się na wartościach procentowych, co prowadzi do odmiennych wniosków, niż przy uwzględnieniu wartości bezwzględnych. Dlatego wnioski te są dyskusyjne, lecz mogą stanowić podstawę do dalszych poszukiwań sygnałów zwiastujących dołek. Jeśli dodać do tego silne wsparcie, jakie znajdujemy na wysokości 1120 pkt., a wynikające z usytuowania tygodniowego dołka w kwietniu 1998 r., to wydaje się, że obecny poziom może stać się miejscem silniejszego odreagowania.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu