Trudno znaleźć w przebiegu wczorajszych notowań pozytywne aspekty. Długa czarna świeca pokazuje, że choć trendowi spadkowemu brak już wcześniejszego impetu (ostatnim spadkom towarzyszą niskie obroty, a ponad połowa czwartkowych notowań przebiegała w bok), to brak jest na rynku siły, która mogłaby powstrzymać go przed osuwaniem się w dół. Wydarzeniem był spadek Pekao, który do tej pory był bastionem byków i opierał się kolejnym falom bessy. Tym razem nie dał i on rady, co można interpretować dwojako. Jedni powiedzą, że to charakterystyczne zachowanie dla formowania trwalszego dołka na rynku, kiedy to nawet najsilniejsze spółki ?pękają? i podążają w dół i będą to traktować jako świadectwo fatalnych nastrojów na rynku. Drudzy zwrócą uwagę na znaczny wzrost obrotów, jaki towarzyszył spadkowi i zastanowią się, czy to nie jest przypadkiem początek głębszej przeceny, której potencjał jest spory. Przebieg dzisiejszych notowań powinien bardziej przybliżyć któryś z tych wariantów. Ważne będzie, czy kurz zdoła utrzymać się powyżej 63 zł, wyznaczonych przez dołek z początku kwietnia i 38,2% zniesienie fali wzrostowej z okresu październik 2000 ? maj 2001 r.

Niekorzystnym czynnikiem jest obraz rynków zagranicznych. Najgorzej z nich prezentuje się rynek niemiecki, którego indeks przekroczył wczoraj minimum z wiosny bieżącego roku. Nie lepiej wygląda Nasdaq, w którego przypadku na dzień dzisiejszy możemy się spodziewać tylko ruchu powrotnego do przełamanych minimów z lipca tego roku. W takiej sytuacji można się spodziewać, że inne indeks niedługo dołączą do tych dwóch.

Sprawa przyszłorocznego deficytu nadal jest daleka od wyjaśnienia, co powoduje dodatkową niepewność na rynku. Zapewnienia premiera, że deficyt nie przekroczy 40 mld zł nie podziała raczej uspokajająco. Nie będzie też stanowić argumentu dla RPP w przyszłotygodniowej dyskusji na temat stóp procentowych. To powoduje, że trudno znaleźć elementy napawające nadzieją na lepszą przyszłość na rynku.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu