Wczorajsza sesja w USA przyniosła wyhamowanie poniedziałkowych silnych spadków: DJIA 8903 pkt. (-0,2%), Nasdaq 1555 pkt (-1,55%) i S&P 1032pkt. (-0,7%).
Można mówić o pewnym uspokojeniu nastrojów, choć niewątpliwie sytuacja jest wciąż napięta. Większość analityków sceptycznie podchodzi do bieżącej sytuacji rynkowej i nie oczekuje wzrostów w najbliższym czasie. O słabości rynku świadczy fakt, że po dużym spadku indeksy nie były w stanie nawet korekcyjnie wzrosnąć. Presja podaży pojawiła się w ostatniej fazie sesji, zwłaszcza na Nasdaq.
Wczorajsze dane na temat sierpniowej inflacji okazały się w zasadzie zgodne z oczekiwaniami rynku. Departament Pracy poinformował, że ceny konsumpcyjne wzrosły o 0,1% (analitycy oczekiwali wzrostu o 0,2%). W lipcu ceny te spadły o 0,3%. Inflacja bazowa (CPI core) wzrosła o 0,2%, czyli zgodnie z prognozami.
Większą uwagę przykuły informacje ze spółek, a te raczej nie były dobre (sezon ostrzeżeń o pogorszeniu zysków w pełni). Wiele mówiono o problemach linii lotniczych, które obecnie potrzebują 24-miliardów dolarów, aby utrzymać się w biznesie po ostatnich zamachach terrorystycznych. Firmy mają problemy z płynnością finansową, a od tego jest już tylko krok do bankructwa. Prezydent Bush polecił rządowi opracowanie planu pomocy dla amerykańskiego lotnictwa, a tymczasem już wczoraj Boeing zapowiedział redukcje zatrudnienia, które mogą objąć nawet 30 tys. osób. Pogorszenie zysków zapowiedział Honeywell i kilka innych spółek. Pozytywnie zaskoczyło jedynie Oracle podnosząc prognozy finansowe.
Dziś inwestorzy oczekiwać będą na dane dotyczące deficytu handlowego za lipiec oraz to co przedstawi Fed w beżowej księdze . Nadal jednak wiele zależy od wydarzeń politycznych, przede wszystkim rozwoju konfliktu Talibowie - USA.