Potwierdziły to poniedziałkowe notowania TP.S.A., które przesądziły o negatywnym wydźwięku sesji. W przypadku tego waloru groźba testowania historycznego minimum jest coraz większa, a taka perspektywa jest gorsza, niż dalsze spadki ceny Elektrimu. Na szczęście ta druga spółka ma coraz mniejsze znaczenie dla indeksów giełdowych, bo wahania kursu są nadal bardzo duże.
Od strony technicznej nie ma powodów, by wczorajszej symbolicznej zwyżki nie potraktować jako ruch powrotny do strefy oporu pomiędzy 1190 i 1210 pkt. Fakt, że byki zatrzymane zostały już na początku tego obszaru, jest argumentem potwierdzającym dużą słabość naszego parkietu.
Pisząc o perspektywach naszego rynku nie można pominąć wczorajszych sesji na głównych giełdach świata. Solidne zwyżki pokazują, że strona popytowa nie zamierza się tam łatwo poddać, ale nie ma też chyba powodów, by nie traktować ich inaczej, jak etap odwracania trendu wzrostowego. Trochę to przypomina zryw WIG20 z 4 grudnia, a pamiętamy, że w naszym przypadku był to ostatni akcent świetności byków. Zobaczymy, jak dziś przebiegną sesje zagranicą i czy taka paralela będzie nadal uzasadniona. Nawet przyjmując taki opis widać, że na światowych rynkach jest jeszcze trochę miejsca na wzrosty i jeśli zostanie ono nimi wypełnione to powinno to wpływać na ograniczanie spadków u nas, czy wręcz na stabilizację notowań.
Poniedziałkowe dane o inflacji i PKB pokazały, że jesteśmy dalecy od wyraźnych sygnałów ożywienia gospodarczego. To tworzy pole do kolejnej obniżki stóp i jeśli ona jutro nie nastąpi to przy tym stanie nastrojów może to zostać odczytane negatywnie. Dziś dane o produkcji przemysłowej, ale trudno oczekiwać jakiegoś miłego zaskoczenia.
Dlatego od dzisiejszej sesji nie ma co oczekiwać dobrych sygnałów. Wsparciem jest 1173 pkt i potem 1157-1161 pkt., oporem 1190 pkt., ale w związku z tym, że wczoraj był on już testowany są małe szanse na ponowny powrót do tej wysokości.