Tak więc konflikt się zaognia, a to rynkowi nie służy. Tak samo, jak coraz większe upolitycznienie trwającej debaty ekonomicznej, co zasłania prawdziwy problem ukształtowania nowej policy mix, z położeniem większego akcentu na zacieśnienie polityki fiskalnej i reform strukturalnych w zakresie wydatków budżetowych. Ale może o to właśnie chodzi rządzącej koalicji. Jeśli tak, to przekaz dotyczący wydarzeń gospodarczych w naszym kraju w dalszej perspektywie czasu pozostaje negatywny.
Biorąc pod uwagę wyraźne zniżki zagranicą trzeba przyznać, że nasze indeksy trzymały się we środę nieźle. Czy to wynik dobrego wrażenia po wtorkowej sesji i wiary w dalszą poprawę nastrojów u nas, czy symptom pewnej tendencji do uniezależnienia się od tego, co dzieje się na światowych parkietach trudno w tej chwili powiedzieć. Dlatego odpowiedź na pytanie o to, czym był wtorkowy zryw byków: lokalną korektą spadków, czy też początkiem trwalszego ich odreagowania, czy wręcz powrotem do wzrostów, zapoczątkowanych w październiku, pozostaje sprawą otwartą. Ze względu na długość i zasięg spadków, trwających od miesiąca, jedno-sesyjny wzrost nie może oznaczać zmiany spojrzenia na parkiet, ale jego skala była na tyle duża, by zapalić niedźwiedziom czerwoną lampkę z ostrzeżeniem przed kresem ich dominacji. Warto zwrócić uwagę na suplement MFW do World Economic Outlook, w którym nawet w optymistycznym scenariuszu trudno znaleźć otuchę na szybkie odrodzenie gospodarcze na świecie.
Krzysztof Stępień
PARKIET