Dobrą ilustracją marazmu na GPW jest fakt, iż po 10 minutach handlu wolumen na TP SA wynosił niewiele ponad trzy tysiące sztuk, gdzie zwykle jest ponad sto tysięcy. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest z pewnością wiele: może poświąteczne i noworoczne rozleniwienie, może koszmarne warunki atmosferyczne, które mogły pokrzyżować niejedne plany, a może fakt, iż część banków była w środę nieczynna ze względów technicznych i logistycznych po wprowadzeniu wspólnej waluty - euro. Obsługa kredytowa mogła być w takich przypadkach mocno utrudniona. Wygląda więc na to, iż dopiero kolejne sesje pokażą prawdziwe oblicze naszego rynku. Wydaje się, że nie ma on specjalnej ochoty spadać i jeśli nie pojawią się jakieś niekorzystne impulsy zza granicy (zwłaszcza jeśli chodzi o konflikt między Indiami a Pakistanem, bo napięcie na Bliskim Wschodzie nieco opada, a Argentyna chyba już spowszedniała), to spadkowa linia trendu na poziomie około 1270 punktów dla WIG20 niebawem będzie zagrożona. Dość optymistyczne zakończenie środowych notowań może być zapowiedzią, iż efekt stycznia tym razem nie pomyli miesięcy.

Paweł Hryniewicki

Makler DM PENETRATOR