Może ona sprowadzić WIG20 do poziomu przełamanego we środę oporu przy 1363 pkt., choć z kilku powodów nie wykluczałbym tego, że wzrosty odejdą w niepamięć na dłużej. Argumentacja popierająca taką tezę sprowadza się do wypełnienia zasięgu, jaki nasze indeksy mogły osiągnąć w przypadku zwyżki, będącej korektą trwającej od marca 2000 r. bessy. WIG20 odrobił 38,2% półtorarocznych spadków, WIG zniwelował całą ostatnią falę spadkową, a TechWIG jako najsłabszy indeks dotarł ponownie do głównej linii trendu malejącego. To zbiegałoby się z coraz bliższym zakończeniem, zapoczątkowanego w połowie września ub.r., trendu wzrostowego na Nasdaq i giełdach europejskich. Do tego przekonuje przebieg wczorajszych notowań, gdzie Nasdaq ponownie zakończył fiaskiem test grudniowego maksimum, co sugeruje, że kolejnej próby już nie będzie. Wolumen obrotu był wczoraj największy od ponad miesiąca, co tylko pogłębia pesymistyczną wymowę sesji. Trzeba podkreślić, iż o zmianie trendu jeszcze mówić nie można, ale jesteśmy tego coraz bliżej. Wystarczy jeszcze jedna sesja nawet niezbyt dużego spadku, by sytuacja zagranicą zaczęła wyglądać naprawdę źle.
Powyższe hipotezy dopóki nie zostaną wygenerowane sygnały sprzedaży należy traktować tylko jako ostrzeżenie. Istnieje przecież możliwość, że opory zostaną przełamane, a to ze względu na ich długoterminowy charakter, uczyniłoby bardziej prawdopodobną hipotezę, że w październiku bessa zakończyła się. Z krótkoterminowego punktu widzenia te rozważania nie mają większego znaczenia.
Komunikaty po spotkaniu rządu z RPP były nad wyraz lakoniczne, ale wydaje się, że było to owocne spotkanie. I może nie był to przełom w relacjach między tymi organami, ale przynajmniej powinien na dłuższy czas odejść temat ograniczania autonomii banku centralnego.