Najwidoczniej, inwestorzy postanowili wykorzystać piątek do realizacji części zysków, po dwóch kolejnych solidnych zwyżkach. Wprawdzie nie wywołało to jakiejś panicznej skali podaży, jednak ograniczyło optymistyczne nastroje, których odbudowa będzie teraz wymagała silnej dawki pozytywnych informacji.
A o taką silna dawkę może być trudno, gdyż wydaje się, że gracze uodpornili się już na dobre wieści i rzadko na nie reagują. Zjawisko to miało miejsce właśnie w piątek. Najważniejsza z danych - stopa bezrobocia, wykazała wówczas spadek do poziomu 5,6 proc., przy oczekiwaniach wzrosty do 5,9 proc. Jednak, pomimo ogólnego zaskoczenia, fakt ten nie przełożył się na kursy akcji. Tłumaczono to gorszym od oczekiwań spadkiem zatrudnienia poza rolnictwem, bo o 89 tys., przy prognozach spadku o jedyne 50 tys. Ale przecież dobrze zachował się również wskaźnik optymizmu menedżerów sektora produkcyjnego, rosnąc z 48,2 do 49.9, czyli prawie zgodnie z consensusem rynkowym na poziomie 50.0. Wprawdzie nieznacznie gorzej od oczekiwań wypadły zarobki godzinne (bez zmian) i wskaźnik nastroju Michigan (spadek z 94.2 do 93.0), jednak waga tych danych jest znikoma, w stosunku do danych z rynku pracy i z sektora produkcyjnego. Dodatkowo jeszcze, zgodnie z założeniami zachowały się wydatki budowlane, notując wzrost o 0,2 proc. Tak więc wszystko to sprawia, że trudno być optymistycznie nastawionym co do najbliższej sesji.
Bieżące nastroje na parkiecie terminowym są także negatywne. Nie można również liczyć na zwrot rynku na podstawie dzisiejszych danych makro, gdyż poznamy z ich strony jedynie styczniową sprzedaż samochodów. Reasumując, wydaje się, że najbliższa sesja przyniesie kolejne obsunięcie indeksów, a popyt będzie się czaił za rogiem, w oczekiwaniu na jakieś zaskakująco dobre informacje fundamentalne.
Opracowanie: Jacek Torowski