Otwarcie giełd amerykańskich spowodowało dodatkowe pogorszenie nastrojów, jednak indeksy na koniec sesji zarówno w USA jak i w Europie Zachodniej były sporo wyżej niż wtedy gdy sesja kończyła się w Warszawie. Jest to kolejny argument przemawiający za odreagowaniem. Trudno jednak oczekiwać by ewentualne wzrosty kontraktów były znaczne, sesje na giełdach zachodnioeuropejskich też nie powinny przebiegać pod wyraźne dyktando popytu. O 14.30 czekają nas ważne dane ze stanów Zjednoczonych dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej, co z pewnością podziała na rynki światowe, w tym również polski. Wśród oporów należy wymienić ten w okolicach 1360 punktów, gdzie wczoraj przez dłuższy czas następował konsolidacja przed dalszym spadkiem oraz gdzie przebiega 45-sesyjna średnia ( ok. 1359 pkt). Przebicie tych poziomów oznaczałoby możliwość wzrostu do poziomu 1370 pkt., ale wydaje się to mało prawdopodobne przy obecnych nastrojach na rynku terminowym.