Sporadycznie dokonywane transakcje upewniały uczestników, że systemy przekazywania danych giełdowych nadal działają.
Jak zdążyliśmy się już przyzwyczaić, najciekawiej zrobiło się w końcowych dwóch godzinach sesji, gdy podaż zaczynała mocniej przyciskać. Indeks tracił na wartości głównie za sprawą spadków na Elektrimie i na Telekomunikacji. Akcje naszego telekomu zamieniły się w "gorący towar" gdy okazało się, że ING obniżył rekomendację dla spółki z "trzymaj" na "sprzedaj". Informacja została podana przez jeden z serwisów tuż przed 16: 00 jednak wyprzedaż spółki trwała już od dłuższego czasu. Dodając do tego nienajlepszą sytuację na pozostałych spółkach, efekt mógł być tylko jeden. Indeks WIG20 poważnie naruszył swój poziom wsparcia.
Graczom na rynku terminowym więcej nie było trzeba. Podaż przycisnęła jeszcze bardziej zwłaszcza, że z punktu widzenia technicznego robiło się już nieciekawie. Poranny krótki wzrost wystarczył jedynie na tyle, by wykresowi kontraktów udało się dotknąć linii średniej kroczącej. Wyjść wyżej już się nie udało. Po raz kolejny średnia ta stała się kluczowym dla notowań poziomem. Kierunek średniej jest oczywiście spadkowy, co tylko potwierdza tendencję, jaka się zarysowała pod koniec sesji. Czy sprawa kierunku się wyjaśniła? Na to wygląda. Wsparcie na 1345 pkt zostało poważnie naruszone, co jest samo w sobie sygnałem sprzedaży. Dodając do tego fakt niedawnego przebicia średnioterminowej linii trendu wzrostowego, wszystko zaczyna się układać w niemiły obrazek rynku spadkowego. Kilkudniową konsolidację można traktować jako ruch powrotny do wspomnianej linii trendu.
Skoro rynek wybrał dzisiaj scenariusz spadkowy wygląda na to, że jest za słaby by poważnie próbować zanegować sygnał przebicia linii trendu. Oddalamy się od niej, a pierwszym poważnym wsparciem jest poziom styczniowej luki hossy (1295-1310 pkt.), który już raz zatrzymał spadki.
Kamil Jaros