Zapowiedzią kontynuacji fali zniżkowej była silna postawna niedźwiedzi pod koniec sesji. Z drugiej zaś strony mały wolumen obrotu w trakcie dwu ostatnich notowań sugeruje jednak tylko wzrostową korektę, jakiej jesteśmy świadkami. Na uwagę zasługuje też odmienny układ akcjogramu kontraktów terminowych (intraday) - nieco bardziej zdecydowanie opowiadających się za spadkiem notowań niż wskazania ticków rysujących wykres Wigu20.
Przyjmując jednak tezę o trendzie horyzontalnym za nadal obowiązującą, nie dziwi fakt, że większość inwestorów zmieniła w ostatnim czasie strategię na charakterystyczną przy takim zastoju na rynku: granie na małe odbicia korekcyjne: tutaj kupić na minus dwa, trzy procent i szybko odsprzedać przy niewielkiej aprecjacji ceny pokrywającej prowizję maklerską w obie strony i zapewniającej przynajmniej mały zysk.
Analizując zachowanie się cen poszczególnych spółek nie sposób nie dostrzec olbrzymiej siły Pekao, które nie ma ochoty spaść poniżej 100 PLN. Można też sądzić, że rynek ocenia ostatnie kłopoty Elektrimu jako doskonałą szansę na zrobienie wspaniałego interesu przez BRE.
Inwestorzy wydają się być coraz bardziej zniecierpliwieni marazmem panującym przy Książęcej. Wydaje się, że skutecznym remedium na wyrwanie rynku z tego stanu byłby dożylny zastrzyk świeżutkiego kapitału - najchętniej zagranicznego, bo rodzime OFE starannie cedzą i filtrują ilość środków pojawiających się na GPW. Niestety Mr. Zagranica omija naszą giełdę, a w komunikatach prasowych, już od jakiegoś czasu przychodzi nam czytać dramatyczne informacje o zmniejszaniu posiadanych przez nich pakietów akcji.
Wcześniej mogliśmy pocieszać się: byle do wiosny. Wiosna nastała i co?