Na razie - poza standardową grą pod trwalsze ożywienie gospodarcze na świecie analogiczne do tego z lat 1999-2000 - nie za bardzo można dopatrzyć się przyczyn odwrócenia trwającej już prawie dwa miesiące tendencji spadkowej.

Załamująca się od początku roku szerokość naszego rynku oraz przełamanie ponad 5-miesięcznej linii trendu wzrostowego, do którego na WIG20 doszło w minionym tygodniu, wydają się na tyle poważnymi technicznymi sygnałami słabości rynku, że natychmiastowy powrót trendu wzrostowego byłby dużym zaskoczeniem. W spekulacyjnej perspektywie testem dla rynku będzie zdolność kontraktów na WIG20 do utrzymania się powyżej luki utworzonej 4 stycznia w strefie 1315-1331 pkt. Ta sztuka udała się 22 lutego, ale sądzę, że ewentualne niepowodzenie obecnie sprowadziłoby rynek szybko w dół, do poziomu konsolidacji z drugiej połowy grudnia. Co prawda, na skutek ostatniej słabości nasz rynek robi się powoli "tani" względem innych giełd, ale po pierwsze nie aż tak trudno znaleźć realne powody tego osłabienia, a po drugie ta względna przecena mogłaby przywabić zagranicznych kupców tylko w warunkach utrzymania się dobrej koniunktury na globalnym rynku.

Niestety, panujący obecnie na Wall Street ekstremalny optymizm co do dobrych perspektyw zarówno amerykańskiej gospodarki, jak i tamtejszych akcji, każe ze sceptycyzmem podchodzić do możliwości wystąpienia na tym rynku poważniejszych wzrostów już teraz. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się korekta, która za kilka tygodni sprowadziłaby Nasdaq Composite - warto zauważyć, obecnie najsłabszy z indeksów - poniżej lutowego minimum (1716 pkt.), co zapewne nie pozostałoby bez echa również na innych rynkach.

Wojciech Białek

SEB TFI SA