Zatem nic istotnego nie stało się z punktu widzenia obrazu rynku. Jest on nadal słaby i nie stać go na dwie, trzy sesje porządnego wzrostu, co każe z dużą ostrożnością podchodzić do każdej zwyżki o ile odbywa się ona za sprawą wąskiego grona spółek.

Nieco mylne może być także wrażenie, jakie pozostawiły ostatnie notowania w USA. Wrażenie jest takie, że oto nastąpiło przebudzenie byków, które silnie zaatakowały. A tak naprawdę udało im się jedynie zredukować silną zniżkę. To robi wrażenie, wzmacnia wsparcia, ale nie wystarcza, by zmienić nastawienie do tamtych parkietów. Wokół nich jest nadal sporo zagrożeń i w przypadku kolejnej złej informacji nie ma co liczyć, iż sytuacja się powtórzy.

Taką interpretację zdarzeń potwierdzałoby zachowanie rynków Eurolandu, które wczoraj zmieniły krótkoterminowe trendy, a dzisiejsze zwyżki są zbyt małe, by poprawić ich obraz.

Nasz WIG20 ostatecznie wybronił wczoraj wsparcie w połowie piątkowej świecy, co pozwoliło na początkowe odbicie. Nadal jednak nie został przebity żaden istotny opór, który mógłby zwiastować trwalsze ocieplenie nastrojów. Dlatego zagrożenie zamknięciem luki hossy z początku roku jest wciąż duże, a ostatnie sesje stanowią jedynie próbę jego odsunięcia w czasie.