Będzie to wskaźnik inflacji na poziomie konsumentów, który ma wzrosnąć o 0,4%. Inflacja bazowa ma się zwiększyć o 0,2%. Nie ma wątpliwości, iż większy wzrost zostanie negatywnie odebrany. Wyższe ceny to spadek realnych dochodów ludności, a ostatnie dane o sprzedaży detalicznej wskazują, że Amerykanie nie mają wcale tak dużej chęci dalej chronić gospodarki przed spowolnieniem. Do tego poznamy liczbę nowych budów, która ma wynieść 1,7 mln. Do tego, że rynek nieruchomości przeżywa boom wszyscy się przyzwyczaili, więc i tu gorsze dane będą negatywnie odebrane.

Po drugie takie opadanie indeksu, jakie teraz obserwujemy, jest bardzo niebezpieczne i może w dalszej części notowań doprowadzić do przyspieszenia ruchu. I po trzecie właśnie na taki scenariusz wskazywało wczorajsze podciąganie kursów przy niskich obrotach. Zawsze bardzo ostrożnie podchodzę do wzrostów, którym nie towarzyszą spore obroty, bo w przypadku gdy na rynku pojawiają się złe informacje jest wiadome, ze nie będzie komu bronić kursów przed naporem zwiększonej podaży.

Coraz bardziej jest widoczne oczekiwanie na informacje z USA, więc niewykluczone, ze czeka nas nudne półtorej godziny, a losy notowań rozstrzygną się dopiero w końcówce sesji.