Jej przebicie oznaczać będzie zniżkę przynajmniej do 1640 pkt., a niewykluczone, że w takim przypadku doszłoby do testu dołka z września ub.r. Mają więc byki o co walczyć. Ze względu na utworzoną 17 kwietnia, na wysokości wspominanego oporu, czarną świecę, której towarzyszyła duża aktywność inwestorów, a także z uwagi na zakrycie, rodzącej nadzieje na odrodzenie popytu, luki hossy z 16 kwietnia, trzeba stwierdzić, że zagrożenie kontynuacją spadków jest bardzo duże. Co więcej można zaryzykować tezę, mówiącą o tym, iż taki rozwój wypadków na Nasdaq nie pozostałby obojętny dla naszego rynku akcji i mógłby przyczynić się do wyrwania go z panującego marazmu.
Nie lepiej sytuacja wygląda w segmencie blue-chips. Na DJIA negatywnie oddziałuje przełamana linia trendu wzrostowego, zaczepiona o dołki z września ub.r. i lutego b.r. Indeks jest blisko ostatniego minimum, które zbiega się z SK-100. Przypomnijmy, iż na wysokości tej średniej zatrzymały się zniżki na przełomie stycznia i lutego, więc jej przekroczenie zapowiadać będzie korektę całego półrocznego wzrostu, co doprowadzi do osiągnięcia przynajmniej 9600 pkt.
W coraz większych opałach są kupujący na parkiecie we Frankfurcie. We wtorek DAX walczył o utrzymanie wsparcia na poziomie 5163 pkt., gdzie znajduje się kwietniowy dołek i przebiega linia trendu, oparta o te same punkty, co w przypadku DJIA. Zamknięcie poniżej nich stanie się sygnałem do pogłębienia zniżek i testowania wytrzymałości lutowego dołka przy 4746 pkt.
Wciąż najmocniejszym indeksem jest Nikkei, który nie powinien mieć kłopotów z przekroczeniem marcowej górki i wypełnieniem minimalnego zasięgu zwyżki, wynikającej z wysokości blisko pięciomiesięcznego podwójnego dna. To oznacza wzrost do wysokości 12 500 pkt., gdzie zadecydowałyby się dalsze losy tego wskaźnika.
Krzysztof Stępień