Trzeba przyznać, że zachowanie naszego parkietu może być ostatnio bardzo frustrujące, bo przebieg poszczególnych sesji nie za bardzo koreluje z jakimiś racjonalnymi przesłankami. Dziś scenariusz jest bardzo podobny, jak to wielokrotnie przerabialiśmy przez ostatni miesiąc. Niewielka aktywność sprzedających powodowała wzmożone zakupy, które jednak nie wystarczały do trwalszego odbicia. Wciąż klucz do drzwi z napisem "kierunek średnioterminowego trendu" znajduje się w rękach sprzedających, bo ostatnio dużo częściej mówimy o bronieniu wsparcia, niż ataku na opory. Jeśli w ostatnich dwóch godzinach sesji spadki nie wrócą na rynek, to trzeba będzie przyznać, iż trend boczny jest dużo silniejszy, niż można by przypuszczać. Ja nie wykluczałbym jednak, że ten zryw w górę był rozpaczliwą próbą uratowania wsparcia, która niekoniecznie musi zakończyć się sukcesem. Zobaczymy, dziś jeszcze może być bardzo ciekawie.

W Eurolandzie brak jest chęci do większego odreagowania i sytuacja wygląda źle. CAC znalazł się przy kwietniowym dołku, którego złamanie przesądzi o testowaniu dolnego ograniczenia kilkumiesięcznego trendu bocznego. DAX wczoraj przebił się poniżej wzrostowej linii, opartej o dołki z września ub.r. i lutego b.r., a dzisiejszą przecenę można określić mianem konsekwencji tego zdarzenia. Rynki te przygotowują się na najgorsze, czyli spadek Nasdaqa poniżej lutowego minimum. Jednak, jak to często bywa, wcale nie musi dziś do tego dojść. Po serii 6 kolejnych zniżek może dojść na tym indeksie do odbicia, choć będzie ograniczane przez niepewność co do wzrostu PKB w I kwartale, który zostanie podany jutro.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu