Byki, bazując na czwartkowej obronie wsparcia, tworzonego przez lukę hossy z 4 stycznia br. (1285-1311) oraz lokalne dołki z 22 lutego i 3 kwietnia, zdołały zakończyć dzień na plusie. Jednak w porównaniu z ponad 1,3-proc. wzrostem indeksu WIG20, 2-punktowy wzrost wygasającej w czerwcu serii kontraktów wypada mizernie. Za taki stan rzeczy odpowiedzialna jest przede wszystkim baza, która podczas spadku instrumentu bazowego "rozciągnęła" się do 20 punktów, a w czasie piątkowej sesji była systematycznie redukowana, by na zamknięcie spaść zaledwie do 2 punktów.

Ostrożność inwestorów w dużej mierze wynika też ze skomplikowanej sytuacji technicznej. Zaledwie 5 pkt. powyżej piątkowego zamknięcia, na wysokości 1336 pkt., barierę podażową tworzy 13-dniowa średnia. A tuż wyżej, bo na poziomie 1340 pkt., znajduje się trzymiesięczna linia trendu spadkowego, poprowadzona przez szczyty ze stycznia, marca i kwietnia br. Dopiero pokonanie tych oporów, co niewątpliwie będzie odpowiadało pokonaniem analogicznych barier przez WIG20, może popchnąć rynek do wzrostów. Wówczas rosnące prawdopodobieństwo wybicia z jednej strony zachęciłoby popyt do śmielszego ataku, a z drugiej wprowadziłoby niewątpliwie sporo zamieszania w szeregi inwestorów grających na spadki, zmuszając ich do zamknięcia stratnych pozycji. A o tym, że jest co zamykać, świadczyć może liczby otwartych pozycji, która aktualnie sięga ponad 22 tys. i jest jedną z najwyższych w historii.

Marcin R. Kiepas

Analityk niezrzeszony