Sił bykom wystarczyło jedynie na wyciągnięcie indeksu w górę w początkowej fazie sesji, a potem podążał on już tylko w bok. Dlatego nie ma się co dziwić, że wystarczyła pierwsza godzina środowej sesji, by podaż zredukowała całą zwyżkę i ponownie sprowadziła Nasdaq w pobliże wsparcia. Stanowi ono praktycznie ostatnią barierę, broniącą przed spadkiem do poziomu wrześniowego dołka. Patrząc na konsekwencję podaży trudno oprzeć się wrażeniu, iż zniżka do zeszłorocznego minimum jest nieunikniona, a co więcej po przełamaniu wsparcia wypadki mogą się potoczyć bardzo szybko.
Jeśli do pesymistycznych wniosków płynących z wykresu Nasdaqa dołączyć podobne w wydźwięku sygnały z S&P500, który wyłamał się poniżej lutowych dołków, we wtorek wykonał ruch powrotny w ich kierunku, a w środę zaatakował wsparcie przy 1059 pkt., będące ostatnią zaporą przed przejściem w obszar trzycyfrowych wartości, to trzeba liczyć się z tym, że ta sytuacja nie pozostanie obojętna dla głównych giełd europejskich.
W ich przypadku nie doszło jeszcze do średniookresowych rozstrzygnięć. FT-SE100 i CAC są mniej więcej w połowie półrocznych trendów horyzontalnych, ograniczonych od dołu poziomem odpowiednio 5004 pkt. i 4214 pkt., Drogę w tym kierunku otworzy przełamanie kwietniowych dołków. DAX od półtora miesiąca rysuje wyraźny trend spadkowy, który powinien go sprowadzić przynajmniej do 4746 pkt. Sygnałem do ataku na to wsparcie będzie przebicie się poniżej szczytu z połowy lutego przy 4974 pkt., broniącego indeks przed dalszą zniżką przez trzy ostatnie sesje. W przeszłości już tak bywało, iż początkowo parkiety Eurolandu z pewnym niedowierzaniem przyjmowały silne zniżki w USA, a potem bardzo zdecydowanie nadrabiały "zaległości".
Krzysztof Stępień
Parkiet