Ostatecznie więc sesja zakończyła się na poziomie 1308 pkt. czyli o 7 pkt. niżej niż w środę. Zmienność po raz kolejny była stosunkowo mała, obroty znalazły się na żenująco niskim poziomie, a wzrosty na rynku kasowym były neutralizowane przez ruchy bazy. Sesja nie zmieniła więc obecnego układu sił na parkiecie i trudno się doszukać wyraźnych czynników, które mogłyby pomóc naszemu rynkowi wyrwać się z trwającego od dłuższego czasu marazmu. Mogłyby nim być skonsolidowane raporty kwartalne, które w dużej części zostaną opublikowane w przyszłym tygodniu, ale ostatnie dni pokazały, iż wpływ wyników dużych spółek na notowania jest ograniczony. Przy takich obrotach jak w ostatnim czasie łatwo bowiem jest bronić kursów przed większymi spadkami, a na wywołanie silniejszego ruchu w górę "obrońcy" naszego rynku mają chyba za mało środków. Co więc nas czeka?

Scenariusz optymistyczny to bardzo dobre wyniki połączone z potwierdzeniem wzrostów w USA i wtedy początek ruchu w górę, wywołany między innymi kapitałem zagranicznym. Scenariusz pesymistyczny to wyniki zgodne z oczekiwaniami, uspokojenie nastrojów w USA i dalsze opadanie. Ta druga możliwość wydaje się bardziej prawdopodobna, a wtedy przełamane zostanie wsparcie w postaci luki hossy z początku roku na poziomie 1295 pkt. i otworzy się pole do zniżki w okolice 1150-70 pkt. Spadki będą jednak raczej powolne.

Marcin Rams

BDM SA