Ubiegłotygodniowy spadek poniżej kwietniowego dołka nie wywołał bardziej nerwowych reakcji wśród posiadaczy akcji, co właśnie trzeba potraktować jako argument przekonujący do tego, że wciąż dominuje horyzont. Zresztą ta sesja była charakterystyczna dla ruchów bocznych. Brak odpowiedniej szerokości rynku przy wzroście i bardzo różnorodne zachowanie poszczególnych dużych spółek. Od sporego wzrostu BRE do solidnego spadku KGHM. Uwagę zwracała także zniżka Pekao, na którym pojawiły się największe od dwóch miesięcy obroty.
Rynek wyraźnie oczekuje na dalsze sygnały z zagranicznych giełd, gdzie ostatnie sesje wlały trochę nadziei w serca byków i pomniejszają obawy o powrót bessy na rynek technologiczny. Otwarcie w USA wypadło imponująco z ponad 3% wzrostem na Nasdaq i ponad 1% zwyżką DJIA. Jednak inaczej, niż w ubiegłą środę indeksy zaczęły teraz trochę tracić na wartości, więc widać, że o solidny wzrost będzie o wiele trudniej. Nie ma się co dziwić, bo Nasdaq ponownie znalazł się blisko oporu przy 1720 pkt. Na pewno jego przełamanie dawałoby szansę na trwalszą poprawę nastrojów.
A tak pozostajemy w niepewności co do przebiegu zdarzeń na najbliższych sesjach. Wsparcie na WIG20 nadal jest blisko, ale brak jest czynników, które mogłyby przebudzić nasz rynek. Dlatego dalsze dryfowanie jest bardzo prawdopodobne.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu