Jeśli jednak spojrzeć na największe spółki to dopiero na zamknięciu dowiemy się, czy udało im się pokonać opory, na poziomie których oscylują od 2 godzin. WIG20 przełamał szczyt z końca kwietnia i dotarł do zamknięcia z 10 kwietnia, które również wyznacza 38,2% zniesienie ponad trzymiesięcznych spadków. Ja po dzisiejszym dniu nie potrafię sobie odpowiedzieć, czy jest to początek trwalszych zwyżek, co zachęcałoby do zaangażowania kapitału na rynku. Nie wydarzyło się wokół niego nic, co pozwalałoby z dużym optymizmem patrzeć w przyszłość. Można jedynie mówić o zdyskontowaniu fali wyników finansowych za I kwartał, które w wielu przypadkach były bardzo słabe. Ale jeżeli to miałoby być podstawą do dzisiejszego zrywu to obawiam się, że ta euforia zakupów może skończyć się równie szybko, jak zaczęła.

Dla rynków amerykańskich dzisiejsze notowania będą ważną próbą. Złe dane z rynku pracy i nieruchomości powinny wywołać spadki, ale jeśli one nie nastąpią, to otrzymamy kolejny sygnał rosnącej siły tamtych parkietów. Z uwagi na to, że na Nasdaq nie doszło wczoraj do przełamania linii trendu spadkowego, wyprowadzonej ze szczytu z początku marca, choć taka próba została podjęta, nie ma powodów, by zmieniać zdanie o rynku technologicznym. Od początku roku dominują tam spadki, a ostatnie zwyżki wyglądają póki co jedynie na ich odreagowanie.

Indeksy w USA otworzyły się w pobliżu wczorajszych zamknięć. Nasdaq traci teraz niecałe 0,5%, DJIA i S&P500 nie zmieniają swojej wartości.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu